Trafiłem na tę płytę zupełnie przypadkowo. Całkiem niedawno chciałem po raz kolejny przekonać się do formacji Grim Reaper. Nie udało się po raz kolejny. Ale grzebiąc za ich klipami na Jutjub pokazał się filmik grupy Lionsheart do utworu "Can't Believe" no to pomyślałem - może jaki heavy metal? Spodobało mi się nawet bardzo więc na początek ściągnąłem płytę. Tak, ściągnąłem z netu bo zabawa w kupowanie CD dla jednego utworu jest nieekonomiczne a jeden kawałek płyty dobrej nie czyni. Poza tym nakład jest wyczerpany a taka przyjemność to minimum 80 PLN na eBayu.
No cóż, zostawiając wartości etyczne ściągać/kupować zajmijmy się zawartością muzyczną. Jeśli ktoś nie lubi Whitesnake, Foreigner, TNT, Firehouse czy choćby Def Leppard i tego typu klimatów to nic dla siebie tu nie znajdzie. Aha aha aha! Nie wyjaśniłem jeszcze najwazniejszego zespoły Grim Reaper, Lionsheart a także thrashowy Onslaught (!) łączy osoba wokalisty - Steve'a Grimmeta. Paskudny jest jak 150 ale głos ma zbliżony do Davida Coverdale'a co w czasach Grim Reaper skrzętnie ukrywał. Zaczynamy od rymicznego "Had Enough". Słychać tu wszystko co w melodyjnym hard rocku najlepsze - zgrany duet gitarowy, dobrego wokalistę i zwartą sekcję. Drugi kawałek "World Of Pain" zaczyna się trochę niczym country zmieszane z Bą Żowi co w 1992 na fali popularności drugiej części "Młodych Strzelb", "Tańczącego z wilkami" i "Bez przebaczenia" było dość częstym zjawiskiem. Później juz robi się whitesnakeowo - melodyjnie i przyjemnie. Klawisze też się przewijają ale nie wysuwają się na pierwszy plan dzięki czemu stanowią świetne tło dla gitar. W kolejnym utworze jednak nie słychac ich prawie wcale. Rozpędzony "Ready Or Not" spokojnie mógłby znaleźć się na którejś z płyt Dio. Dalej mamy balladowy "So Cold" a po nim killera w postaci "Can't Believe". Kwintesencję AOR - świetny wokal, przebojową melodię, doskonałe refreny, świetną solóweczkę i te chórki. Ach, miód dla mych uszu... Dalej nie jest gorzej - "Portrait" to średnie, kroczące tempo, wokal z fajnym pogłosem i budujące ciekawy nastrój klawisze. Na "Stealer" nie przyspieszymy ale to z koleji kawałek który mógłby być grany w radio. Mimo dość ostrego riffu mozna by go puścić po jakimś Bon Jovi czy Scorpionsach. "Living In A Fantasy" nie odstaje od poprzednich kawałków ale teraz zrobi się mniej ciekawie bo mamy trochę nudnawą balladę w postaci "All I Need". Chwytliwy "Have Mercy" budzi ale nie do końca, tez można by go wyciąć bez żalu i wrzucic na stronę B jakiegoś singla. Na szczęście dalej mamy "Going Down" ale na nim forma Lionsheart nie spada - wręcz przeciwnie. Gitara świetnie tutaj pocina. Szkoda, że "Good Enough" to kolejny kawałek który bez żalu można by wyciąć. Nie prszkadza mi jakoś szczególnie ale gdyby go zabrakło nie płakałbym. No i mamy koniec. Prawie 54 minuty melodyjnego grania nie tylko dla znawców i koneserów gatunku bo każdy kto lubi rockową muzyke może spokojnie sięgąć po ten album.
Lionsheart - Lionsheart / Music For Nations, 1992
Lionsheart - Lionsheart / Music For Nations, 1992
- Had Enough
- World Of Pain
- Ready Or Not
- So Cold
- Can't Believe
- Portrait
- Living In A Fantasy
- Stealer
- All I Need
- Have Mercy
- Going Down
- Good Enough

Whitesnake, Foreigner, TNT, Firehouse czy choćby Def Leppard? Kto tego słucha? Ja rozumiem: Maria Peszek, Waglewscy, syn Kazika... ale żeby z taką wsią do ludzi?*
OdpowiedzUsuń*żartowałem
Weź weź, bo się wyda, że lubię wziąć tekturowy kubek z kawą i słucham namiętnie Peszkowej;)
OdpowiedzUsuńOczywiście, drugą ręką trzymając "Metro".
OdpowiedzUsuńI jednocześnie będę się gapił w wyświetlacze w wagonach. Co by tam się na nich nie działo. Sensacje z planu 34 sezonu Majki-Srajki, notowania walut, Smok Stefan, zdjęcia z Korei a nawet napis "jesteś downem".
OdpowiedzUsuń