W czasie świąt dzieci się nudzą. Na dwór wyjsć nie chcą bo pogoda po ch... No... Wiadomo o co chodzi. No to się bawią aparatem. Na przykład dalej eksperymentują z manualnym Heliosem. Można z nim zrobic napradę niezłe makro i zdjęcia do książek na temat głębi ostrości. A ponieważ kot już był a pod ręką miałem inny aparat voila! Oto efekty.
niedziela, 26 grudnia 2010
wtorek, 21 grudnia 2010
Przedświąteczny horror.
Święta się zbliżaja wielkimi krokami. W hipermarketach czuć zapach wanilii, słychać kolędy tłuczone do bólu a przede wszystkim widać ten polski motłoch. Blah! Niedobrze mi się robi na widok ludzi. Szara, pusta, bezrozumna masa ganiająca za prezentami kupowanymi na ostatnią chwilę, robiąca sztuczny tłok, wydzierająca te swoje okropne ryje. Czyli krótko mówiąc - święta po polsku...
niedziela, 19 grudnia 2010
Przystojny jestem...
Nieprawdaż?:) Sprzęt - NikonD50 + Helios 44M-4 58mm. Ustawienia aparatu i obiektywu zmieniałem kilkakrotnie, niestety ich nie pamiętam ale przysłona to chyba 2.8, czas naświetlania 1/3 sekundy. Urok robienia zdjęć obiektywami manualnymi z gwintem M42 podłączonymi pod cyfraki jest taki, że absolutnie nigdy nie wiadomo czy zdjęcie będzie ostre. To uważam za żyletę:)
piątek, 17 grudnia 2010
Jak ci ludzie łażą...
Dziś będzie reportaż z cyklu "Z blogiem wśród zwierząt” opisujący jak w Warszawie do perfekcji opanowana została sztuka wkurwiającego chodzenia. Zainspirowała mnie do tego opowieść mojego kolegi który niedawno wrócił z czeskiej Pragi i pierwsze rzeczy jakie mu się rzuciły w oczy to takie, że tam się chodników nie odśnieża tylko robi je zdatnymi do przejścia a ludzie chodzą w taki sposób, że nie trącają się, nie szturchają i nie włażą sobie nawzajem pod nogi. Będzie to krótki poradnik jak normalnie przejść z punktu A do punktu B nie narażając się na niepotrzebne stresy. Poniżej wypunktowałem najbardziej rozpowszechnione przypadki.
1. Przede wszystkim pierwszym celem będą stare pudła łażące środkiem chodnika taszczące te swoje wózeczki po prawej stronie i podpierające się laską z lewej strony. Można spróbować nad nimi przeskoczyć ale jeśli nie mamy talentu Artura Partyki to możemy próbować mijać – czyli przeważnie włażąc na obsrany trawnik albo ocierając się o barierki czy wchodząc na ulice. Szczególnie uciążliwe są zorganizowane grupy. Idą dwa lub trzy egzemplarze całą szerokością chodnika a wtedy umarł w butach. Nie ma możliwości żeby wyminąć a gdy idą z naprzeciwka żadna nie pomyśli żeby pójść „gęsiego”. Potrafią również zatrzymać się w miejscu co bywa przy większych prędkościach niebezpieczne.
Rada: krótka seria z MG34, trening skoku wzwyż a gdy to nie pomaga krzyczymy „O! Ojciec Rydzyk tam rozdaje zestawy TV Trwam!”.
2. Młodzież nasza kochana. Nie wiem jak rodzice ich robili ale z przerażeniem stwierdzam, że pokolenie 15-18 latków to pokolenie bardzo ubogie w szare komórki. Nie dość, że wszyscy wyglądają niemalże tak samo to są też tak samo głupi. Najczęściej chodzą zorganizowanymi grupami. Hmmm... Powiedzieć chodzą to nadużycie. Łażą jak cielaki, snują się oglądając wystawy sklepowe, włażą pod nogi bo akurat muszą się przepychać między sobą i przy okazji drą te tępe mordy.
Rada: krótka seria z MG34, kop w dupę lub perswazja słowna „idziesz kurwa czy nie?”
3. Lanserzy. Do tej grupy podłączam również galerianki oraz kobiety mające wpisane w pole zawód „żona” i snujące się od sklepu do sklepu (z ciuchami oczywiście). Chodzi to całe towarzycho w sposób taki ażeby wszyscy ich sobie dokładnie obejrzeli. Czyli powoli, co poniektórzy jeszcze włączą wahacze w ramionach i bujają się w tłumie wkurwiając przy tym tych którzy chcą normalnie przejść.
Rada: krótka seria z MG34, perswazja słowna „rusz się!”
Jak dotąd najskuteczniejszą metodą jest noszenie ze sobą karabinu maszynowego MG34. Ciężkie to bydlę ale załatwi sprawę. Najlepiej się sprawdzi w miejscach gdzie jest dużo ludzi bo tam akurat nie trzeba będzie celować dokładnie. Takim miejscem jest z cała pewnością metro. Nasz kochany ZTM od czasu uruchomienia odcinka Słodowiec – Młociny uważa, że metro pomieści pół Warszawy a także wszystkich dojeżdżających spod miasta. Dlatego w godzinach szczytu takie stacje jak Marymont, Dworzec Gdański, Ratusz Arsenał i oczywiście Centrum są napchane ludźmi do granic możliwości. No i tu już jest wolna amerykanka. Do uciekającego wagony trzeba biec się przez cały peron, rozbijając się o innych a po schodach ruchomych większość osób napierdala (nie idzie – napierdala) lewą stroną. Wiem, że jest coś takiego jak zasada lewej strony – po prawej stoją ci którym się nie spieszy a lewą idą ci spóźnieni. 90% tego miasta jest wiecznie spóźnione bo cały czas obserwuję dzikie tłumy napierające lewą stroną niczym stado bydła wypuszczone z obory. Na zwykłych schodach nie jest lepiej. Zależy od tego ile osób schodzi na dół a ile wchodzi i oczywiście w której grupie aktualnie się znajdujemy. Zdaję sobie sprawę, że niektórym sprawia trudność pokonanie schodów ale do kurwy nędzy po pierwsze od tego są windy a po drugie jak już idą takie stare raszple tymi schodami to niech idą jedna za drugą a nie obok siebie! Gdy obserwuję takie obrazki mam ochotę po prostu sprzedać kopa w plecy żeby się to przeturlało szybko na sam dół i po sprawie. W zasadzie to się tyczy wszystkich którzy tak łażą, nie tylko starych pudeł które nie mają co w domach robić więc uprzykrzają życie innym. Innym ulubionym przeze mnie zjawiskiem jest wchodzenie pod nogi. Tu już przestaje mieć skrupuły – nawet się nie zatrzymuje tylko idę dalej. Jak uszkodzę – trudno. Nienawidzę jak ci durni ludzie nawet się nie obejrzą tylko nagle skręcą i wejdą mi pod nogi. Trącam, szturcham, kopię i mało mnie reszta obchodzi. Nauczą się tępaki patrzeć i myśleć. Innym takim miejscami są cetrum Warszawy w okolicach Pałacu, Rotundy i Domów Centrum a także każde większe centrum handlowe. Na dodatek teraz mamy czas który sprzyja pojawianiu się większej ilości bydła na ulicach czyli święta... Idę zmienic taśmę...
poniedziałek, 13 grudnia 2010
Ani IXI ani OMO nie wypierze tak jak ZOMO
Czyli 13 grudnia Anno Domini 1981 29 lat później. Nadszedł ten dzień - dwudziesta dziewiąta rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Nie powiem, że pamiętam jak dziś gdy towarzysz generał pojawił się w telewizorni i zdziwionemu brakiem Teleranka narodowi obwieścił, że „Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią”. Nie powiem bo miałem się urodzić za niecałe dwadziescia jeden miesięcy. Stan wojenny znam jedynie z opowieści ludzi którzy go przeżyli. Czasem straszne, czasem śmieszne. Ale tak dla porządku chciałbym szybko w encyklopedyczny sposób przypomnieć co to takiego był stan wojenny wprowadzony na mocy uchwały Rady Państwa z dnia 12 grudnia 1981 r. Specjalnie użyłem tutaj tej daty po raz kolejny albowiem mieliśmy na ziemiach polskich trzy stany wojenne w roku 1861, 1905 oraz od 1.09.1939 do 16.11.1945.
![]() |
| autor nieznany |
Oficjalnym powodem ogłoszenia stanu wojennego była katastrofalna sytuacja gospodarcza kraju, której przejawami były m.in. brak zaopatrzenia w sklepach (także żywności) i reglamentacja (od kwietnia do października 1981 ponownie objęto systemem tzw. kartek żywnościowych wiele istotnych towarów np. mięso, masło, tłuszcze, mąka, ryż, mleko dla niemowląt itd.), oraz zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego w kraju wobec zbliżającej się zimy. Rzeczywistymi powodami były obawy reżimu komunistycznego przed utratą władzy, związane z utratą kontroli nad niezależnym ruchem związkowym, w szczególności Niezależnym Samorządnym Związkiem Zawodowym "Solidarność", oraz walki różnych stronnictw w PZPR nie mogących dojść do porozumienia w kwestii formy i zakresu reform ustroju polityczno-gospodarczego PRL. Istotny był gwałtowny spadek poparcia społecznego dla polityki komunistów. Za najważniejszy argument uznano groźbę interwencji zbrojnej przez pozostałe państwa Układu Warszawskiego. Co ciekawe zawsze wspomina się tu o wojskach radzieckich. ZSRR zaangażowane w wojnę w Afganistanie interwencję w Polsce traktowało jako ostateczność. Ale należy pamiętać, że tawariszcz Andropow mógł przecież powtórzyć wg. doktryny Breżniewa Praską Wiosnę 1968 i zrobić Warszawską Zimę 1983. Bracia z NRD i Czechosłowacji pewnie by nie odmówili... Poza tym – mieliśmy wojska sowieckie stacjonujące w Polsce. No cóż, tak czy inaczej Matuszka Rassija wcale by nas nie atakowała ale istnieją dokumenty w których Jaruzelski o taką pomoc pomimo sprzeciwu rosyjskiego nadal prosi! Techniczne wprowadzenie stanu wojennego podzielono na dwie fazy. Były to akcja „Jodła” polegająca na zatrzymaniu i umieszczeniu w uprzednio przygotowanych aresztach i więzieniach wytypowanych osób, uznanych za groźne dla bezpieczeństwa państwa oraz akcja „Azalia” mająca na celu opanowanie i wyłączenie central telefonicznych. O przebiegu samego stanu wojennego nie będę się rozpisywał. Można o tym przeczytać w wikipedii lub na portalach historycznych.
![]() |
| fot. PAP/Radek Pietruszka |
A teraz się wyjaśni dlaczego piszę o tym wszystkim. Dlatego bo 13 grudnia to jeden z ulubionych dni w kalendarzu Polactwa. Jest to dzień w którym willa generała Jaruzelskiego przeżywa oblężenie „przeciwników wprowadzenia stanu wojennego”. Mistrzowie świata jak dla mnie. 29 lat mija a oni nadal są przeciw. To się dopiero nazywa opór! Opór ten polega na skandowaniu anty-sowieckich haseł, ustawianiu krzyży ze zniczy oraz śpiewaniu hymnu pod domem osiemdziesięciosiedmioletniego dziadka. Brawo nasi! Nie ma to jak sprofanować hymn z flagą i krzyżem w ręku oraz najprawdziwszą polskością w sercu. Rzygać się chce. Połowa z tych patałachów, przeciwników wprowadzenia stanu wojennego szczała w pieluchy albo ich na świecie nie było a teraz drą mordy co roku na Mokotowie. Najprawdziwsi Polacy przez duże "p" i antykomuniści przez gigantyczne "a" gówno o komunie wiedzący. To w zasadzie można potraktować jako underground, happening, niewielką pokazówę. Wydrą mordy, świeczki zapalą i pójda dumni do domu. Z drugiej strony mamy już mainstream - polityczną watachę plującą jadem na Jaruzela, Kiszczaka i całą partyjną wierchuszkę która stan wojenny nam zafundowała. Teraz chcą go osądzać za stan wojenny. Urządzić proces i posadzić przypominam – dziadka który ma 87 (słownie – osiemdziesiąt siedem) lat. No i czas na puentę - "teraz kurwa??????????" Teraz chcecie ich sądzić? Trzeba było to robić 20 lat temu. Wtedy gdy michnikowszczyzna w ramach porozumień z Magdalenki przedstawiała Jaruzelskiego – agenta sowieckiego wywiadu oraz Informacji Wojskowej (dla niewtajemniczonych – SB przy nich to byli chłopcy do przytulania) mającego na sumieniu wszystkich ludzi rannych i zabitych w czasie grudnia 70 oraz stanu wojennego a także wszystkich zadenuncjowanych przez niego żołnierzy AK i WP po wojnie jako dobrego dziadka a ten tępy naród to łykał! Wtedy trzeba było się zabrać za osądzanie wszystkich komuchów którzy pozwolili na to żeby ZOMO sobie poszalało na ulicach i wydawali rozkazy strzelania do manifestujących robotników. Niestety nikt wtedy nie prostował kłamstw propagandy PRLu, że „Solidarność” szykowała krwawą rewoltę, zamachy, powstania, fale terroru. I tu ścierają się właśnie trzy polaczkowe światy które przedstawiam poniżej.
1. Kult Jaruzela – wybawcy narodu który ocalił Polskę przed zbrojnym najazdem Sowietów. Rozpowszechniony głównie wśród niezbyt rozgarniętej części Polaczków wcinających kiełbachę i wycierających sobie piwsko z sumiastego wąsa i ustępujący miejsca tylko kultowi Gierka.
2. Jaruzelski – reformator. To nam zapewnia michnikowska propaganda która robi z niego liberała, niemalże transformatora – motor napędowy przemian gospodarczych który wprowadził stan wojenny żeby otworzyć drogę reformom ustrojowym. Powtarzając za Ziemkiewiczem – „wedle pokrętnej michnikowej logiki, Jaruzelski zasłużył sobie na wdzięczność potomnych, bo, wprowadzając stan wojenny, otworzył drogę do historycznego kompromisu przy Okrągłym Stole. To niezłe wykręcenie kota ogonem. Można by równie dobrze rzec, iż atak Hitlera na Polskę we wrześniu 1939 otworzył drogę do zwycięstwa nad faszyzmem i na tej podstawie wzywać do oddania Adolfowi historycznej sprawiedliwości.” Prawda jest taka, że Jaruzelski skręcił kark polskiej gospodarce ale o tym Michnik jakoś pamiętać nie chce.
3. Jaruzelski zło czerwone. To już świat najprawdziwszych Polaków z PiS i ich kumpli z Wszechpolaków którzy teraz gdy już są pewni, że nikt im za to pałą po plerach nie przyłoży, nie zamknie na 24h ani nie przepuści przez ścieżkę zdrowia drze mordy i urządza widowiska.
Dziś rocznica wprowadzenia stanu wojennego to niemalże święto jak rocznica bitwy pod Grunwaldem. Też się urządza inscenizacje, ustawia koksowniki, grupy zapaleńców postawią SKOTa na mieście, wszystko to żeby pamięć w narodzie nie zginęła a coraz młodsze pokolenia przeciwników wprowadzenia stanu wojennego na własne oczy mogły zobaczyć "jak było". Blah...
Na sam koniec jedno ze zdjęć na które mógłbym się gapić bez końca. Zrobione przez Chrisa Niedenthala z klatki schodowej kamienicy przy ulicy Rakowieckiej właśnie 13 grudnia 1983 roku.

niedziela, 12 grudnia 2010
Beniek znów
I znowu kocur. Pogoda nie nadaje się do niczego dlatego muszę robić zdjęcia w domu... A ponieważ statyczny model to dobry model to postanowiłem zrobić kocura raz jeszcze. Miałem w planach drugiego ale mnie olał. Padło ponownie na rudzielca...
wtorek, 7 grudnia 2010
poniedziałek, 6 grudnia 2010
Grudzień
Ło matko, grudzień przyszedł a ja nic tu nie wypisuję. Ale co tu pisać, ileż można się wytrząchiwać nad autobusami które nie przyjeżdżają bo pada śnieg, zaśnieżonymi chodnikami, zaśnieżonymi dachami z których zaraz bedą spadać sople itp... Dziś było nawet +1 na moim termometrze i to późnym porankiem. Pogoda nie nastraja jednak do wyciągania aparatu, słońca nie ma a jak jest to ja za to siedzę w tym swoim bajzlu i patrzę na tych wszystkich palantów którzy przyłażą pozawracać dupę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)







