piątek, 30 grudnia 2011

Kaniec kancerta

Czas skończyć działania mało produktywne czyli takie jak ten blog. 1.01.2012 oficjalnie zakończy on swój żywot ale jakby ktoś chciał to może poczytać i pooglądać co robię to zapraszam tu:

http://dawnawarszawa.blogspot.com/

http://warszawaxxi.blogspot.com/

http://sensitivetolight.blogspot.com

piątek, 18 listopada 2011

Ekkkhhhmmm...

No to kończy się słodkie robienie niczego, oczekiwanie na słońce żeby pobiegać z aparatem, spanie do cholera wie której, siedzenie na Facebooku i inne pierdoły. Losie... I znowu to samo gówno. Obym znowu za dwa miesiące nie składał wypowiedzenia.

niedziela, 9 października 2011

poniedziałek, 26 września 2011

Znowu do lasu mnie wywiało...

Jesień w tym roku jakaś dziwna, liście już po części nawet nie tyle co opadły ale na drzewach zgniły, mało kolorowo, wszędzie syf i brud ale może tylko mi się tak wydaje... Za to ten zawodnik się nie poddaje i prze do góry...


Fotka jest z cyfraka ale moje ostatnie świrowanie ze średnim formatem doprowadziło nawet do tego, że sobie tak kadruje zdjęcia... A co!

środa, 21 września 2011

Agfacolor 80S

Czyli zabawy przeterminowaną kliszą... Z rolki którą zrobiłem patrzeć da się tylko na trzy zdjęcia. Reszta prześwietlona albo niedoświetlona albo zadymiona albo...



piątek, 16 września 2011

Bieniek 6x6

Będąc tego zupełnie nieświadomym przypozował do pierwszej klatki zrobionej Lubitelem.

wtorek, 13 września 2011

W lesie i pod lasem.

Zapchajdziurowo dziś troszkę będzie bo jakoś od dawna się tu nic nie dzieje. Przerzuciwszy się trochę na klisze zacząłem szaleć z aparatem Lubitel 166B. Całkowicie manualna (kto 60 lat temu słyszał o czymkowiek automatycznym w aparatach?) dwuobiektywowa luszczanka produkcji radzieckiej. Bajeczny sprzęt... Tylko coś jeszcze nie za bardzo umiem ostrzyć bo wichajstry od ostrości kłamią trochę ale przyjdzie i to ogarnąć... Poniżej mała galeria tego co stworzyłem.







Sprzęt to oprócz wyżej wspomnianego Lubitela 166B, światłomierz Swierdłowsk 6 i film Fuji Reala.

wtorek, 6 września 2011

Rok później...

I kolejne urodziny minęły... Kolejny rok za mną. I nic się nie zmienia...

czwartek, 18 sierpnia 2011

Yyyyyyyyyyyyyyyyyyyy...

Matko i córko, przypomniałem sobie o blogu... Urwał mi się jakoś tak naprawdę w czerwcu a tyle rzeczy się wydarzyło... Damn... Trzeba nadgonić...

czwartek, 30 czerwca 2011

Koniec z Citi

No i stało się. At fucking last. Pożegnałem się z obozem pracy na Senatorskiej 16. Wychodząc z tego burdelu przypomniało mi się polskie tłumaczenie "Guns Of Brixton" - "kiedy pełne masz kieszenie a za tobą pusty bank wybierz niebo albo piekło bo nadchodzi już twój czas...". W tym miejscu mój czas nigdy nie powinien był nastać. O ile uda mi się wtorkowa rozmowa to ze Śródmieścia przeniosę się na Pragę. Zmiana klimatu na pewno dobrze mi zrobi ale żebym tylko nie narzekał zaraz, że z jednego obozu pracy przyszedłem do drugiego... Kciukasy trzymajta we wtorek a na razie mam kilka dni wakacji które swobodnie mogę przeznaczyć na focenie:)

środa, 15 czerwca 2011

Żoliborskie kwiecie


Wziąłem Sigmę 70 - 300 żeby nauczyć się obsługi filtra polaryzacyjnego. Szybko go zdjąłem. Ale za to udało mi się zrobić kolejną fotkę do książki o głębi ostrości:) Miejsce: Cytadela przy byłym mauzoleum Kniewskiego, Hibnera i Rutkowskiego.

czwartek, 26 maja 2011

Jeszcze trochę makrowiosennych dmuchawców



Anatomia dmuchawca przy użyciu Nikona D50 i Sigmy 70-300. Wiem, ze było ale teraz jest bliżej:)

niedziela, 22 maja 2011

Kocisko na gorącym wiejskim dachu


Moje drugie kocisko. Chyba wyczuło jakiegoś whiskasa. Bo myszy to on raczej nie ruszy.

poniedziałek, 9 maja 2011

Cześć! Giniemy!


Myślałem żeby dać tylko to zdjęcie ale jednak pokuszę się o jakiś tekst. O ile czytelnicy "Warszawy jakiej już nie ma" będą wiedzieli o co chodzi to tu może zdarzyć się ktoś kto pomyśli sobie... No właśnie... Co? O tej katastrofie w Lesie Kabackim pamiętają juz nieliczni. Czyli ludzie którzy dzień później czytali relacje w gazetach, znawcy historii najnowszej a przede wszystkim rodziny ofiar. No i dziennikarze bo wokół tego można się zakręcić i małego wyciskacza łez zrobić.

Tych którzy historii najnowszej nie znają oświecę - 9 maja 1985 o godzinie 11:12 w podwarszawskim wtedy lesie na Kabatach rozbił się samolot Ił-62 "Tadeusz Kościuszko". 11 członków załogi i 172 pasażerów zginęło na miejscu. Przyczyną kastrofy były radzieckie "modyfikacje" łożyska podpory pośredniej wału silnika. Samolot wystartowal z Okęcia o 10:17. O godzinie 10:40, na wysokości 8200 metrów załoga stwierdziła awarię dwóch z czterech silników. Na pokładzie wybuchł pożar. Kapitan Zygmunt Pawlaczyk zadecydował o zawróceniu maszyny do Warszawy. Okazało się jednak, że ster nie działa prawidłowo. Pojawiły się kłopoty ze zrzutem paliwa, co było konieczne przed awaryjnym lądowaniem. Przeciążony samolot zaczął tracić wysokość, dlatego załoga chciała lądować awaryjnie na lotnisku w Modlinie. Ostatecznie zdecydowano się na Okęcie, ze względu na lepsze przygotowanie do przeprowadzenia ewentualnej akcji ratowniczej. O godzinie 11:00 samolot znajdował się niecałe 100 kilometrów od Warszawy. Kapitan zadecydował o przygotowaniu pasażerów do awaryjnego lądowania. Cztery minuty po godzinie 11 udało się zrzucić część paliwa. O 11:08 podczas podchodzenia do lądowania zauważono, że nie wysuwa się podwozie. W luku bagażowym wybuchł kolejny pożar. Układ sterowania został uszkodzony - samolot raz wznosił się, raz opadał. 12 minut po godzinie 11 samolot lecący z prędkością 480 kilometrów na godzinę zaczął ścinać pierwsze drzewa Lasu Kabackiego. "Do widzenia! Cześć! Giniemy!" - tak brzmiały ostatnie słowa zarejestrowane na pokładzie samolotu. "Cześć! Giniemy!" Żadnych kurew, żadnego pierdolenia, żadnych pizd na zapisie z czarnej skrzynki nie było. Kilka sekund później nastąpiło zderzenie z ziemią. Komunikat pilota helikoptera wysłanego do kierowania akcją ratunkową brzmiał "Tego nikt nie mógł przeżyć".

W 24 lata po tej tragedii nikt nie domaga się na Krakowskim Przedmieściu pomnika dla ofiar - w końcu na samym skraju lasu stoją krzyż i kamienna tablica z nazwiskami ofiar; nikt nie domaga się śledztwa - kilku polskich specjalistów dochodziło prawdy aż w końcu im sie udało. Tak jak juz napisałem wcześniej - mało kto o tym pamięta. Bo w końcu co tam jakieś Kabaty - srabaty. Smoleńsk kurwa!

niedziela, 1 maja 2011

...

Kurwaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Co za zjebany łeb wymyślił żeby drugiego maja iść do pracy?????

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

niedziela, 10 kwietnia 2011

10 kwietnia

O matko matko, dziś włączanie TV i radia grozi paraliżem umysłowym. Smoleńsk, Smoleńsk i jeszcze raz Smoleńsk. Dewoty płaczące po swoim najukochańszym prezydencie zaatakują Krakowskie Przedmieście i pl. Piłsudskiego a w grodzie Kraka szturm na Wawel pewny jak nic. Dobrze, że mam las pod nosem. W każdej chwili mogę wyjść i nie myśleć o tej szopce robionej tylko po to żeby pokazać przed kamerami kto jest lepszym Polakiem a kto polskości wrogiem. Święto to zapewne przekształci się w obchody rocznicy śmierci Lecha i małżonki. W końcu kto teraz bedzie pamiętał, że leciał tam Ryszard Kaczorowski, Anna Walentynowicz, Janusz Zakrzeński, Grzegorz Kurtyka i sto innych osób... Jutro tradycyjnie wysiądę z Metra i zamiast prosto na Senatorską przejdę się Al. Solidarności i zobaczę ile kwiatów bedzie położonych pod biurem rzecznika praw obywaltelskich...

czwartek, 7 kwietnia 2011

Chujnia

Źle się dzieje w państwie tomaszewskim... Chujnia z grzybnią zewsząd atakują. Czas przypuścić kontratak...

piątek, 1 kwietnia 2011

1 kwietnia

Prima w mordę aprilis... Oby nie okazało się żartem, że dziś jest piatek bo jeśli jutro nie bedzie soboty to mogę tego nie przeżyć...

niedziela, 20 marca 2011

Koniec zimy.

Koniec, w końcu koniec tej cholernej zimy! Na razie astronomicznej ale zawsze coś. Wiosno napierdalaj! Fuck yeah!

środa, 16 marca 2011

Podsumowanie środy

Kto rano wstaje ten się nie wyśpi jak głosi stare słowiańskie przysłowie. Znowu zrywka, wanna, autobus, metro, Senatorska... Kolejny dzień odbębniony, kolejne osiem godzin orki za mną. I co się pozytywnego dziś wydarzyło? Prawie nic.. Co się dobrego może zdarzyć pomiędzy jednym idiotą a drugim? Ale za to przychodzę do domu i patrzę na swoje konto na eBayu i wygrałem CD Lionsheart o którym pisałem niedawno:) 14,99$ z przesyłką z Japonii. Hellyeah! I to zmywa cały syf dzisiejszego dnia!

poniedziałek, 14 marca 2011

niedziela, 13 marca 2011

Lionsheart - Lionsheart

Trafiłem na tę płytę zupełnie przypadkowo. Całkiem niedawno chciałem po raz kolejny przekonać się do formacji Grim Reaper. Nie udało się po raz kolejny. Ale grzebiąc za ich klipami na Jutjub pokazał się filmik grupy Lionsheart do utworu "Can't Believe" no to pomyślałem - może jaki heavy metal? Spodobało mi się nawet bardzo więc na początek ściągnąłem płytę. Tak, ściągnąłem z netu bo zabawa w kupowanie CD dla jednego utworu jest nieekonomiczne a jeden kawałek płyty dobrej nie czyni. Poza tym nakład jest wyczerpany a taka przyjemność to minimum 80 PLN na eBayu.

No cóż, zostawiając wartości etyczne ściągać/kupować zajmijmy się zawartością muzyczną. Jeśli ktoś nie lubi Whitesnake, Foreigner, TNT, Firehouse czy choćby Def Leppard i tego typu klimatów to nic dla siebie tu nie znajdzie. Aha aha aha! Nie wyjaśniłem jeszcze najwazniejszego zespoły Grim Reaper, Lionsheart a także thrashowy Onslaught (!) łączy osoba wokalisty - Steve'a Grimmeta. Paskudny jest jak 150 ale głos ma zbliżony do Davida Coverdale'a co w czasach Grim Reaper skrzętnie ukrywał. Zaczynamy od rymicznego "Had Enough". Słychać tu wszystko co w melodyjnym hard rocku najlepsze - zgrany duet gitarowy, dobrego wokalistę i zwartą sekcję. Drugi kawałek "World Of Pain" zaczyna się trochę niczym country zmieszane z Bą Żowi co w 1992 na fali popularności drugiej części "Młodych Strzelb", "Tańczącego z wilkami" i "Bez przebaczenia" było dość częstym zjawiskiem. Później juz robi się whitesnakeowo - melodyjnie i przyjemnie. Klawisze też się przewijają ale nie wysuwają się na pierwszy plan dzięki czemu stanowią świetne tło dla gitar. W kolejnym utworze jednak nie słychac ich prawie wcale. Rozpędzony "Ready Or Not" spokojnie mógłby znaleźć się na którejś z płyt Dio. Dalej mamy balladowy "So Cold" a po nim killera w postaci "Can't Believe". Kwintesencję AOR - świetny wokal, przebojową melodię, doskonałe refreny, świetną solóweczkę i te chórki. Ach, miód dla mych uszu... Dalej nie jest gorzej - "Portrait" to średnie, kroczące tempo, wokal z fajnym pogłosem i budujące ciekawy nastrój klawisze. Na "Stealer" nie przyspieszymy ale to z koleji kawałek który mógłby być grany w radio. Mimo dość ostrego riffu mozna by go puścić po jakimś Bon Jovi czy Scorpionsach. "Living In A Fantasy" nie odstaje od poprzednich kawałków ale teraz zrobi się mniej ciekawie bo mamy trochę nudnawą balladę w postaci "All I Need". Chwytliwy "Have Mercy" budzi ale nie do końca, tez można by go wyciąć bez żalu i wrzucic na stronę B jakiegoś singla. Na szczęście dalej mamy "Going Down" ale na nim forma Lionsheart nie spada - wręcz przeciwnie. Gitara świetnie tutaj pocina. Szkoda, że "Good Enough" to kolejny kawałek który bez żalu można by wyciąć. Nie prszkadza mi jakoś szczególnie ale gdyby go zabrakło nie płakałbym. No i mamy  koniec. Prawie 54 minuty melodyjnego grania nie tylko dla znawców i koneserów gatunku bo każdy kto lubi rockową muzyke może spokojnie sięgąć po ten album.





Lionsheart - Lionsheart / Music For Nations, 1992
  1. Had Enough
  2. World Of Pain
  3. Ready Or Not
  4. So Cold
  5. Can't Believe
  6. Portrait
  7. Living In A Fantasy
  8. Stealer
  9. All I Need
  10. Have Mercy
  11. Going Down
  12. Good Enough

czwartek, 10 marca 2011

Yeeeaaaaah....

Dziś był pierwszy od dawien dawna prawie udany czwartek. Mogę nawet powiedzieć, że był najmniej zjebany ze wszystkich. Prawie spokojnie w pracy, założyłem jedno konciszcze ale przedewszystkim przybył w ciągu kilku dni nowiutki obiektyw Nikkor 50 mm 1.8D. Made in China of course... Niedługo testy:)

czwartek, 3 marca 2011

Czas.

Dziś dopiero czwartek... Czas leci powoli, wlecze się ale tak na dobrą sprawe wczoraj był poniedziałek. I tak dzień za dniem, tydzień za tygodniem i nie zmienia się nic... Zanim się obejrzę będzie czerwiec.

środa, 2 marca 2011

Ile by nie było...

Ile by nie było lat
Jakie by nie były złe
Ważne, by zobaczyć
Ważne, by zachować
Ważne, by osiągnąć cel.

poniedziałek, 28 lutego 2011

MG34

Ostatnio w moich postach ujawnia się fascynacja sprzętem o nazwie MG34. Laikowi niewiele to mówi dlatego poniżej przedstawiam Herr Maschinengewehr 34.

W 1934 roku gdy władzę w Niemczech przejął pewien austriacki krzykacz żydowskiego pochodzenia niejaki Adolf Hitler, w kraju tym zaczęło narastać uczucie żalu po przegranej Wielkiej Wojnie oraz całkowita bezkarność w łamaniu postanowień traktatu wersalskiego. Krótko mówiąc - rozpoczęły się zbrojenia. W latach trzydziestych XX wieku podstawową siłą wojska byli ludzie. Czołgi były doskonalone, samoloty również, statki bojowe nie były niemiecką domeną a łodzie podwodne były tajnym projektem. Pojawił się wtedy problem uzbrojenia dla piechoty. Ciężkie sMG 08 i niezbyt udane leMG 08/15 musiały odejść do lamusa. Nowy karabin powstał w fabrykach Mausera już w 1934 roku i został wprowadzony do uzbrojenia Wehrmachtu jako Maschinengewehr 34.

Krótka charakterystyka MG34:
- broń samoczynno-samopowtarzalna, działająca na zasadzie krótkiego odrzutu lufy.
- ryglowanie przez obrót tłoka zaporowego. Zasilanie z metalowej, segmentowej taśmy ogniwkowej Gurt 34, z ogniwkami otwartymi, o pojemności 50 nabojów (segmenty można było łączyć), lub magazynka dwubębnowego o pojemności 75 nabojów.
- donośnik przesuwakowy umożliwiający dwustronne przesuwanie taśmy.
- mechanizm uderzeniowy igliczny z oddzielną sprężyną uderzeniową.
- lufa szybkowymienna, chłodzona powietrzem.
- celownik słupkowy odchylny, z odchylnym celownikiem przeciwlotniczym.
- kolba odejmowana, drewniana lub z tworzywa sztucznego.
- dwójnóg, składany w położeniu marszowym. W opcjonalnym wyposażeniu znajduje się podstawa trójnożna (Lafette 34) umożliwiająca prowadzenie ognia zarówno bezpośredniego jak i pośredniego. Istniała także podstawa trójnożna przeznaczona do strzelań przeciwlotniczych.

Dane techniczne

kaliber - 7,92 mm
Wymiary:
długość - 1219 mm
długość lufy - 627 mm
Masa:
broni 33 kg (na podstawie trójnożnej)
karabinu właściwego 11,5 kg
podstawy 21,5 kg
wyposażenia dodatkowego 2,25/4,23 kg (magazynka pustego/załadowanego 75 nabojami)
0,18/1,5 kg (taśmy pustej/ załadowanej 50 nabojami)
Inne:
prędkość pocz. pocisku ok. 755 m/s
szybkostrzelność teoretyczna - 900 strz./min
Szybkostrzelność praktyczna:
60 strz./min (ogniem pojedynczym)
200 strz/nin (seriami)
Zasięg skuteczny:
550 m (skuteczny z dwójnogu)
1800 m (skuteczny z trójnogu)


Nowy tydzień.

Kurwa... Znowu poniedziałek. W tym tygodniu pierwsza zmiana. Czyli wychodzić będę w miarę normalną porą ale wstawać muszą cholera wie o której. No cóż - coś za coś. Nie wyśpię się ale nie wrócę o normalnej porze do domu. Dodatkowo skoro jest po audycie to juz nie trzeba będzie proceduralnie wychodzić lunąć, proceduralnie otwierać drzwi, proceduralnie gapić się w monitor... Wrócą stare niezagrzebane kwasy do zrobienia ale trudno... Coś za coś. Na pocieszenie myślę o tym, że dzień jest coraz dłuższy a za niecały miesiąc będzie wiosna. Fuck yeah... Jak to niewiele trzeba żeby się mniej wkurwić...

czwartek, 24 lutego 2011

Am I evil?

Nienawidzę ludzi. Jestem antyspołeczny. Idąc po ulicach myślę o tym jacy są brzydcy, szarzy i beznadziejni. I nieważne czy to lumpy, robole, staruchy, emognoje czy lanserzy. Nienawidzę ich wszystkich. I najchętniej zmiótłbym wszystkich z IQ poniżej 90 z powierzchni ziemi.

Am I evil? Yes I Am.

Mimo tego, że mam przypadłości żołądkowe na które cierpią głównie dziadki po siedemdziesiątce uważam, że żołądek mam ze stali. A to dlatego, że ani razu jeszcze nie zarzygałem się w środkach komunikacji miejskiej ani na ulicy od smrodu tych wszystkich jebanych ludzi. Przeważnie pierdoli od nich na kilometr papierochami i potem. Jako niepalący nienawidzę wręcz zapachu papierosów. Ale wszyscy ci durnie którzy chcą umrzeć na raka płuc lub krtani muszą swoim smrodem manifestować to wszystkim dookoła. Dodatkowo śmierdziele takie są często w stanie wojny z mydłem, szamponem i antyperspirantem. Ale zapachów komunikacji jest cały wachlarz – papierochy, pot, niemyte zęby, kocie szczyny, cebula i kiełbacha, świeżo spożyta wódka, piwsko... Serią ich z MG34.

Am I evil? Yes I Am.

Głupota tych tępych mas nie zna granic. Czasem można to wyczytać ich tępych ryjów, czasem trzeba poczekać aż się odezwą albo coś zrobią. Kocham wprost gdy jadąc metrem te głupki ustawią mi się centralnie naprzeciwko drzwi. Wtedy przechodzę przez nich rozpychając ich na boki. I’m lovin’ it... Uwielbiam też przeciskać się przez głupie staruchy które wchodząc do autobusu nie dość że pół godziny do niego włażą to zaraz potem stają zaraz przy drzwiach tak żeby wszyscy za nimi musieli się przeciskać. Na całe szczęście zanikł już zwyczaj grzebania w tych szeleszczących siatach i sprawdzania co w nich jest mimo, że 5 minut temu wyszły ze sklepów.
Sklepy, szczególnie markety to inna bajka. Kurwa, tam można się poczuć jak w muzeum. Ludzie w marketach są jak stado baranów które rozlazło się po tej cholernej hali i snuje bez celu. Toczą przed sobą wózki, zaglądają innym do koszyków, łażą jak ostatnie cioty a w kasie czują się paniskami mimo, że tak naprawdę są w znakomitej większości mega wieśniakami. I żeby była jasność – sam na wsi mieszkam i terminu wieśniak używam żeby oddać stan umysłu a nie miejsce zamieszkania. Na ulicach nie jest lepiej. W Warszawie każdy specjalista od psychologii tłumu skończyłby wcześniej czy później (a raczej wcześniej) w Drewnicy. Pisałem już o tym więc nie będę jakoś szczególnie podejmował tu tego samego wątku. Powiem tylko jeszcze raz, że jest to efekt tego, że większość „warszawiaków” ma w dowodach jako miejsce urodzenia wpisane Białystok, Grójec czy jakieś zadupia które są tylko na mapach o skali 1:250. Nic dziwnego, że „warszawski” tłum idąc po Krakowskim Przedmieściu czy Marszałkowskiej idzie jak po polu czy wiejskiej drodze... Serią ich z MG34...

Am I evil? Yes I Am.

Podobno jestem uważany za osobę otwartą i towarzyską. Oznacza to, że do perfekcji opanowałem sztukę kamuflażu. Jeśli jeszcze nikt nie stwierdził u mnie osobowości dyssocjalnej to znaczy, ze naprawdę jestem mistrzem. Niemniej jednak wkurwia mnie niemożliwie jak ktoś zupełnie mi obcy za wszelką cenę stara się pokazać, że z całą pewnością „będziemy koledzy”. Szkurrrwa... Wiem, że nie jestem normalny ale do kurwicy doprowadzają mnie ludzie do przesady wylewni. A gdy mnie próbują dotykać, ściskać i takie tam to jedynie resztkami sił staram się nie wydrzeć „wypierdalaj!!!” Niewiele jest takich osób które znam mniej niż dwa lata a mogą sobie na cos takiego pozwolić. W zasadzie na palcach jednej ręki można je policzyć... W zasadzie ograniczę się do dwóch no może trzech takich osób... Reszta niech robi wypad na bambus rysia czochrać...

Am I evil? Yes I Am.

Ciekaw jestem czy gdyby co poniektórzy poznali większość moich przekonań uznali by mnie za nienormalnego? Może i tak. Ale mam to w dupie. Inaczej niż czuję czuć nie umiem i nic tego nie zmieni. Nie przestanę się wkurwiać na bezmózgich debili, nie przestanę nienawidzić ściągaczy mp3, nie przestanę zbierać płyt bo dla kogoś to tylko rzeczy... Na pohybel wszystkim!

Am I evil? Yes I Am! So what? So what? So what? So what?!!!!

Motywacja pracowników.

Wczoraj się dowiedziałem, że w mojej fantastycznej firmie którą mam nadzieję niedługo zmienić przeprowadzono szereg badań i wyliczeń nad tym jak pensja płacona pracownikowi zwraca się firmie. Krótko mówiąc - teraz pensja dla pracownika staje się luksusem na który ten parszywy robol powinien sobie zasłużyć. Jak będzie tak dalej to może jeszcze usłyszę, że "w tym miesiącu zasłużyłeś tylko na 75% pensji". Kurwa... Nie wiem w jaki sposób traktowanie ludzi jak śmieci ma ich zmotywować do pracy. Mnie na pewno nie zmotywuje a wręcz zdemotywuje. Już mój dyrektor usłyszał, że nie chcę przedłużać umowy, ciekawe co zrobi jak powie mu to kilka innych osób albo usłyszy "odchodzę" od jeszcze innych.
Niestety ten sztucznie wywołany kryzys sprzed dwóch lat spowodował taką a nie inną sytuacje na rynku pracy, że zawsze znajdzie sie ktoś gotów pracować za te (nienajgorsze przecież - nie czarujmy się) 2900 brutto i znosić takie traktowanie...

wtorek, 22 lutego 2011

Audyt.

W końcu przyleźli... Zapowiadani od czterech miesięcy... Już zaczynałem żartować w robocie, że mają stare mapy i nie widzą naszego oddziału tylko pomnik Nike. Raz, że nikt nie zakumał, dwa, że juz nikogo żarty o audycie nie bawią. W końcu ciśnienie zeszło bo są... Pan i Pani Procedura. A dlaczego nie macie takich samych szyfrów do sejfów, a dlaczego macie dostęp do wszystkich multisejfów, a dlaczego to leży tu, a dlaczego to leży tam, pokaż mi swój pulpit, otwórz mi tę szafkę, pokaż kartę czasu pracy... Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Wszystkie procedury na 120%. Nawet lunąć muszę proceduralnie. A najlepszy z tego wszystkiego był mail szefa podwóra: "Drodzy, przyszedł do nas audyt. Proszę o zachowanie spokoju". Cytując Pazurę z pierwszych "Psów": "w grobie będę spokojny!!!!!!!!" Byle przetrwać do czwartku nie powodując ciężkich obrażeń ciała u tej dwójki a potem do soboty jakoś zleci...

sobota, 19 lutego 2011

piątek, 18 lutego 2011

Odwaga.

Dziś dowiedziałem się, że jestem odważny. Dlaczego? Bo powiedziałem co czuję i co myślę. A ponieważ powiedziałem to swojemu dyrektorowi zostałem okrzyknięty pierwszym kozakiem Arbeitslager Senatorskastrasse.

- Sebastian, twoje wyniki sprzedażowe sa bardzo kiepskie. W czerwcu kończy ci się umowa i nie tyle co nie będę chciał co nie będę mógł ci jej przedłużyć.
- Ale ja nie będę chciał jej przedłużać.

To tylko skromny fragment. O szczegółach już mi się nawet pisać nie chce... Swoją drogą jak to niewiele dziś trzeba. Mówisz co myślisz i zaraz zostajesz bohaterem. Kurwa, co za świat...

czwartek, 10 lutego 2011

Back to the 70


Jeśli ktoś pomyślał, że to pocztóweczka z lat siedemdziesiątych to niestety jest w błędzie... Fotka jest z dzisiaj a obróbka w PS CS3 nadała jej barwy z lat siedemdziesiątych. Taka mała mistyfikacja.

sobota, 5 lutego 2011

Weekendowa pogoda.

"W niedzielę na pocieszenie rozpogodzenia i mniej opadów". Już to widzę. I tak jest kurwa zawsze. Zaaawszeeee. Przecież weekend nie jest po to, żeby wyskoczyć gdzieś na miacho czy nawet do lasu który mam pod nosem. Weekend jest od tego, żeby siedzieć w domu, wkurwiać się na pogodę, przekładać plany na następny weekend i jeszcze raz się wkurwiać. Tym razem na wszystko dookoła. Niechże już będzie wiosna!

czwartek, 3 lutego 2011

Blisko, coraz bliżej...

Koniec tygodnia blisko. Jeszcze tylko dzień jutrzejszy przeżyć. I oby nie zaczął się od zjeba z kubeczkiem kawy z McDonald's jak dziś, bo poleje się krew. W sobotę chyba sobie nie daruję i rusze w miacho. Aparat w łapę i jazda... Ale jeszcze jutro musi się zakończyć.

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Tydzień ma dni siedem....

Poniedziałek kurwa.
Jutro wtorek kurwa.
Pojutrze jebana środa.
W czwartek zjebany czwartek.
W piątek apogeum skurwiałego tygodnia.

I jak tu powiedzieć byle do piątku?

sobota, 29 stycznia 2011

Sobotnie zakupy.

Dziś wybrałem sie do Ikea na Targówku... Szkurwa co za gehenna... Matki karmiące, matki niekarmiące, matki przyszłe, ojcowie - cioty z wózeczkami, ojcowie - cioty z płaczącymi bachorami, ojcowie - cioty ciągnięci przez swoje rozlazłe żony od ręczników do pościeli... Agggghhhhhrrr:/ Kurwa, łazi to wszystko jak w muzeum - zwiedza, dotyka każdy eksponat, stoi jak rażone piorunem i rozdziawiona gębą, snują się te wszystkie kurwiszony, włażą pod nogi ale chuj... Pierwsze 5 minut to znosiłem. Potem zacząłem tradycyjnie śmigać szybko i zwinnie pomiędzy tym motłochem. Kto zdążył to zszedł mi z drogi, kto nie... No cóż... Sam jest sobie winien. Szkoda, że nie miałem wózka przed sobą. Jechałbym nim jak spychaczem usuwając całe to towarzystwo z pola widzenia. Potem tylko 6 minut w kasie. Jak spojrzałem na tych tumanów kłębiących się w dwóch kasach które były najbliżej wyjścia ogarnął mnie śmiech bo w pozostałych było od 3 do 5 osób. No fuckin' comments. Regał na książki zrekompensował mi to wszystko. Teraz mam gdzie kisić swoje zbiory:)

środa, 26 stycznia 2011

Kolejny pracy dzień...

"Dziś skończcie tak przed wpół do siódmej bo będzie event dla klientów to żebyście się nie rozliczali przy nich". To słowa dyrektora mego z dzisiejszego popołudnia. Szkoda, że nie powiedział "schowajcie się bo tu ludzie chodzą". Niedługo będę przepraszał wszystkich za to, że jestem, żyje, że muszą na mnie patrzeć i ze mną rozmawiać. Takie bedą nowe standardy obsługi klienta. W mordę, mam nadzieję, że ten blogas nie przerodzi się w moje wylewaniu gorzkich żali na mą pracę, szczerze przeze mnie znienawidzoną... Ktoś może powiedzieć "zmień robotę i nie narzekaj" ale teraz zmienić pracę nie jest tak łatwo. No chyba, że ktoś ma skończone ze dwa kierunki z tytułem magistra, 3 lata doświadczenia, zna ze trzy języki w tym cztery biegle, jest dyspozycyjnym 24/7 i wogóle i w ogóle... Wszystko to z dupy jest wzięte... Idę spać. Jutro znowu trzeba bedzie wstawać i żyć.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Po urlopie.

Szukam pracy. Bez klientów i procedur. Zainteresowani zatrudnieniem młodego i zdolnego proszeni o kontakt. Tylko szybko bo niedługo tu pierdolca dostanę.

Do roboty.

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Ło Matko Bosko Niebiesko! Nieeeeeeeee! Nieeeeeeeeeeeeeeeee! Nie chcę tam iść! Nieeeeeeeeeeeeeeee! Znowu transakcje, lokaty, debile, socjopaci, plany, sprzedaż, jakość, błędy, missingi, WSKO, "kiedy ogarniesz?".... Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!

sobota, 22 stycznia 2011

ISO

Drogie dzieci! Gdy robicie nocne zdjęcia pamietajcie o właściwym ustawieniu czułośći w aparacie. Dzięki temu, że dziś o tym zapomniałem psu w dupę poszły trzy godziny pracy. Dziękuję za uwagę.

czwartek, 20 stycznia 2011

Śnieg

Wstaję o 4:20 dokładnie (nie wiem po co) a za oknem jakiś dziwny obrazek. Jakby coś na drzewa napadało... Nic to, śpię pewnie jeszcze. O 8:00 budzik wyje, więc wstaje i patrzę a za oknem śniegem sypnęło. Akurat wtedy gdy znalazłem blisko domu parę fajnych miejsc które mozna by uwiecznić. Tylko, że śnieg akurat jest mi tam najmniej potrzebny. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaghrrrrrrrrrrrr!:/

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Urlopik

Wspaniała sprawa... Obudzić się w poniedziałek i pomysleć "nie muszę iść dziś do pracy"... Myśleć o leżeniu dupą do góry, słodkim nic nie robieniu, filmach do obejrzenia, płytach do przesłuchania... Ściągnąłem sobie właśnie DVD "Grace Under Pressure Tour" Rush. Płytka CD o takim samym tytule ale bez słówka tour leci do mnie ze Stanów. Jak mi się koncert spodoba to też go zakupię... Zrobię nalot na antykwariat, kupię trochę książek, może coś o Warszawie znowu fajnego się trafi... Ale to wszystko jak wrócę z pracy bo dzięki klientce która zjawiła się o godzinie 17:57 i robiła rewolucje ja mam teraz kilogram makulatury do ostemplowania i ogarnięcia. W mordę i po trzykroć kurwa mać!

niedziela, 9 stycznia 2011

TP S.A.

No i pierwszego posta w nowym 2011 roku piszę dopiero dziś. Wszystko to dzięki uprzejmości TP S.A. Zaczęło się od tego, że już mam trochę większy transfer i za złotówencję dostałem router. Który okazał się zjebany. No peszek, zdarza się. Dojście do tego zajęło mi 4 dni. Najpierw były telefony na 19393. Kurwa, jakie mosiądze tam pracują to się w głowie nie mieści. Dopiero ostatni konsultant z jakim rozmiawiałem (było ich 4) naprawde mi pomógł. Dzięki mistrzu! Potem przyjechała ekipa techniczna która stwierdziła, że sygnał jest OK, na centrali jest OK tylko router mam trochę nie teges. Ale jak sobie pojade do dowolnego punktu Tepsy to mi go od ręki wymienią. No to jadę. Na pierwszy ogień poszła Arkadia. Tam pani powiedziała mi, że teraz takiego modelu nie mają. OK, shit happens. Ale dowiedziałem się, że wszystkie salony dzis robią więc pojechałem sobie na Targową. Tam usłyszałem podobną historię. Zrezygnowany już poprosiłem o listę salonów. Pani która ze mną rozmawiała powiedziała, że mógłaby mi to dać ale we wtorek bedzie dostawa a jak mi się chce to mogę na Jubilerską podjechać bo tam mogą mieć. Ręce opadają. Ssij kij szmato pomyślałem i wyszedłem. Na Jubilerską dojechałem po 40 minutach i drugie tyle tam czekałem. Czekałem 40 kurwa minut po to żeby wylaszczona, ufarbowana i przypalona na paprykarza blondyna powiedziała mi że nie maja takiego routera. Szkurwaaaaaaaaaaaaaaaaa! Ale dostałem za to listę salonów. Co prawda z drobnym fochem ale udało się. Kurwa, ilość w Warszawie porażająca... Następny przystanek - M1 w Markach. Mają!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Powrót do domu, chwila niepewności, 5 minut ustawiania i jest! Teraz jeszcze sprawdze czy na pewno mam taki transfer jak mi obiecali skurwysyny...