W czasie świąt dzieci się nudzą. Na dwór wyjsć nie chcą bo pogoda po ch... No... Wiadomo o co chodzi. No to się bawią aparatem. Na przykład dalej eksperymentują z manualnym Heliosem. Można z nim zrobic napradę niezłe makro i zdjęcia do książek na temat głębi ostrości. A ponieważ kot już był a pod ręką miałem inny aparat voila! Oto efekty.
niedziela, 26 grudnia 2010
wtorek, 21 grudnia 2010
Przedświąteczny horror.
Święta się zbliżaja wielkimi krokami. W hipermarketach czuć zapach wanilii, słychać kolędy tłuczone do bólu a przede wszystkim widać ten polski motłoch. Blah! Niedobrze mi się robi na widok ludzi. Szara, pusta, bezrozumna masa ganiająca za prezentami kupowanymi na ostatnią chwilę, robiąca sztuczny tłok, wydzierająca te swoje okropne ryje. Czyli krótko mówiąc - święta po polsku...
niedziela, 19 grudnia 2010
Przystojny jestem...
Nieprawdaż?:) Sprzęt - NikonD50 + Helios 44M-4 58mm. Ustawienia aparatu i obiektywu zmieniałem kilkakrotnie, niestety ich nie pamiętam ale przysłona to chyba 2.8, czas naświetlania 1/3 sekundy. Urok robienia zdjęć obiektywami manualnymi z gwintem M42 podłączonymi pod cyfraki jest taki, że absolutnie nigdy nie wiadomo czy zdjęcie będzie ostre. To uważam za żyletę:)
piątek, 17 grudnia 2010
Jak ci ludzie łażą...
Dziś będzie reportaż z cyklu "Z blogiem wśród zwierząt” opisujący jak w Warszawie do perfekcji opanowana została sztuka wkurwiającego chodzenia. Zainspirowała mnie do tego opowieść mojego kolegi który niedawno wrócił z czeskiej Pragi i pierwsze rzeczy jakie mu się rzuciły w oczy to takie, że tam się chodników nie odśnieża tylko robi je zdatnymi do przejścia a ludzie chodzą w taki sposób, że nie trącają się, nie szturchają i nie włażą sobie nawzajem pod nogi. Będzie to krótki poradnik jak normalnie przejść z punktu A do punktu B nie narażając się na niepotrzebne stresy. Poniżej wypunktowałem najbardziej rozpowszechnione przypadki.
1. Przede wszystkim pierwszym celem będą stare pudła łażące środkiem chodnika taszczące te swoje wózeczki po prawej stronie i podpierające się laską z lewej strony. Można spróbować nad nimi przeskoczyć ale jeśli nie mamy talentu Artura Partyki to możemy próbować mijać – czyli przeważnie włażąc na obsrany trawnik albo ocierając się o barierki czy wchodząc na ulice. Szczególnie uciążliwe są zorganizowane grupy. Idą dwa lub trzy egzemplarze całą szerokością chodnika a wtedy umarł w butach. Nie ma możliwości żeby wyminąć a gdy idą z naprzeciwka żadna nie pomyśli żeby pójść „gęsiego”. Potrafią również zatrzymać się w miejscu co bywa przy większych prędkościach niebezpieczne.
Rada: krótka seria z MG34, trening skoku wzwyż a gdy to nie pomaga krzyczymy „O! Ojciec Rydzyk tam rozdaje zestawy TV Trwam!”.
2. Młodzież nasza kochana. Nie wiem jak rodzice ich robili ale z przerażeniem stwierdzam, że pokolenie 15-18 latków to pokolenie bardzo ubogie w szare komórki. Nie dość, że wszyscy wyglądają niemalże tak samo to są też tak samo głupi. Najczęściej chodzą zorganizowanymi grupami. Hmmm... Powiedzieć chodzą to nadużycie. Łażą jak cielaki, snują się oglądając wystawy sklepowe, włażą pod nogi bo akurat muszą się przepychać między sobą i przy okazji drą te tępe mordy.
Rada: krótka seria z MG34, kop w dupę lub perswazja słowna „idziesz kurwa czy nie?”
3. Lanserzy. Do tej grupy podłączam również galerianki oraz kobiety mające wpisane w pole zawód „żona” i snujące się od sklepu do sklepu (z ciuchami oczywiście). Chodzi to całe towarzycho w sposób taki ażeby wszyscy ich sobie dokładnie obejrzeli. Czyli powoli, co poniektórzy jeszcze włączą wahacze w ramionach i bujają się w tłumie wkurwiając przy tym tych którzy chcą normalnie przejść.
Rada: krótka seria z MG34, perswazja słowna „rusz się!”
Jak dotąd najskuteczniejszą metodą jest noszenie ze sobą karabinu maszynowego MG34. Ciężkie to bydlę ale załatwi sprawę. Najlepiej się sprawdzi w miejscach gdzie jest dużo ludzi bo tam akurat nie trzeba będzie celować dokładnie. Takim miejscem jest z cała pewnością metro. Nasz kochany ZTM od czasu uruchomienia odcinka Słodowiec – Młociny uważa, że metro pomieści pół Warszawy a także wszystkich dojeżdżających spod miasta. Dlatego w godzinach szczytu takie stacje jak Marymont, Dworzec Gdański, Ratusz Arsenał i oczywiście Centrum są napchane ludźmi do granic możliwości. No i tu już jest wolna amerykanka. Do uciekającego wagony trzeba biec się przez cały peron, rozbijając się o innych a po schodach ruchomych większość osób napierdala (nie idzie – napierdala) lewą stroną. Wiem, że jest coś takiego jak zasada lewej strony – po prawej stoją ci którym się nie spieszy a lewą idą ci spóźnieni. 90% tego miasta jest wiecznie spóźnione bo cały czas obserwuję dzikie tłumy napierające lewą stroną niczym stado bydła wypuszczone z obory. Na zwykłych schodach nie jest lepiej. Zależy od tego ile osób schodzi na dół a ile wchodzi i oczywiście w której grupie aktualnie się znajdujemy. Zdaję sobie sprawę, że niektórym sprawia trudność pokonanie schodów ale do kurwy nędzy po pierwsze od tego są windy a po drugie jak już idą takie stare raszple tymi schodami to niech idą jedna za drugą a nie obok siebie! Gdy obserwuję takie obrazki mam ochotę po prostu sprzedać kopa w plecy żeby się to przeturlało szybko na sam dół i po sprawie. W zasadzie to się tyczy wszystkich którzy tak łażą, nie tylko starych pudeł które nie mają co w domach robić więc uprzykrzają życie innym. Innym ulubionym przeze mnie zjawiskiem jest wchodzenie pod nogi. Tu już przestaje mieć skrupuły – nawet się nie zatrzymuje tylko idę dalej. Jak uszkodzę – trudno. Nienawidzę jak ci durni ludzie nawet się nie obejrzą tylko nagle skręcą i wejdą mi pod nogi. Trącam, szturcham, kopię i mało mnie reszta obchodzi. Nauczą się tępaki patrzeć i myśleć. Innym takim miejscami są cetrum Warszawy w okolicach Pałacu, Rotundy i Domów Centrum a także każde większe centrum handlowe. Na dodatek teraz mamy czas który sprzyja pojawianiu się większej ilości bydła na ulicach czyli święta... Idę zmienic taśmę...
poniedziałek, 13 grudnia 2010
Ani IXI ani OMO nie wypierze tak jak ZOMO
Czyli 13 grudnia Anno Domini 1981 29 lat później. Nadszedł ten dzień - dwudziesta dziewiąta rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Nie powiem, że pamiętam jak dziś gdy towarzysz generał pojawił się w telewizorni i zdziwionemu brakiem Teleranka narodowi obwieścił, że „Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią”. Nie powiem bo miałem się urodzić za niecałe dwadziescia jeden miesięcy. Stan wojenny znam jedynie z opowieści ludzi którzy go przeżyli. Czasem straszne, czasem śmieszne. Ale tak dla porządku chciałbym szybko w encyklopedyczny sposób przypomnieć co to takiego był stan wojenny wprowadzony na mocy uchwały Rady Państwa z dnia 12 grudnia 1981 r. Specjalnie użyłem tutaj tej daty po raz kolejny albowiem mieliśmy na ziemiach polskich trzy stany wojenne w roku 1861, 1905 oraz od 1.09.1939 do 16.11.1945.
![]() |
| autor nieznany |
Oficjalnym powodem ogłoszenia stanu wojennego była katastrofalna sytuacja gospodarcza kraju, której przejawami były m.in. brak zaopatrzenia w sklepach (także żywności) i reglamentacja (od kwietnia do października 1981 ponownie objęto systemem tzw. kartek żywnościowych wiele istotnych towarów np. mięso, masło, tłuszcze, mąka, ryż, mleko dla niemowląt itd.), oraz zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego w kraju wobec zbliżającej się zimy. Rzeczywistymi powodami były obawy reżimu komunistycznego przed utratą władzy, związane z utratą kontroli nad niezależnym ruchem związkowym, w szczególności Niezależnym Samorządnym Związkiem Zawodowym "Solidarność", oraz walki różnych stronnictw w PZPR nie mogących dojść do porozumienia w kwestii formy i zakresu reform ustroju polityczno-gospodarczego PRL. Istotny był gwałtowny spadek poparcia społecznego dla polityki komunistów. Za najważniejszy argument uznano groźbę interwencji zbrojnej przez pozostałe państwa Układu Warszawskiego. Co ciekawe zawsze wspomina się tu o wojskach radzieckich. ZSRR zaangażowane w wojnę w Afganistanie interwencję w Polsce traktowało jako ostateczność. Ale należy pamiętać, że tawariszcz Andropow mógł przecież powtórzyć wg. doktryny Breżniewa Praską Wiosnę 1968 i zrobić Warszawską Zimę 1983. Bracia z NRD i Czechosłowacji pewnie by nie odmówili... Poza tym – mieliśmy wojska sowieckie stacjonujące w Polsce. No cóż, tak czy inaczej Matuszka Rassija wcale by nas nie atakowała ale istnieją dokumenty w których Jaruzelski o taką pomoc pomimo sprzeciwu rosyjskiego nadal prosi! Techniczne wprowadzenie stanu wojennego podzielono na dwie fazy. Były to akcja „Jodła” polegająca na zatrzymaniu i umieszczeniu w uprzednio przygotowanych aresztach i więzieniach wytypowanych osób, uznanych za groźne dla bezpieczeństwa państwa oraz akcja „Azalia” mająca na celu opanowanie i wyłączenie central telefonicznych. O przebiegu samego stanu wojennego nie będę się rozpisywał. Można o tym przeczytać w wikipedii lub na portalach historycznych.
![]() |
| fot. PAP/Radek Pietruszka |
A teraz się wyjaśni dlaczego piszę o tym wszystkim. Dlatego bo 13 grudnia to jeden z ulubionych dni w kalendarzu Polactwa. Jest to dzień w którym willa generała Jaruzelskiego przeżywa oblężenie „przeciwników wprowadzenia stanu wojennego”. Mistrzowie świata jak dla mnie. 29 lat mija a oni nadal są przeciw. To się dopiero nazywa opór! Opór ten polega na skandowaniu anty-sowieckich haseł, ustawianiu krzyży ze zniczy oraz śpiewaniu hymnu pod domem osiemdziesięciosiedmioletniego dziadka. Brawo nasi! Nie ma to jak sprofanować hymn z flagą i krzyżem w ręku oraz najprawdziwszą polskością w sercu. Rzygać się chce. Połowa z tych patałachów, przeciwników wprowadzenia stanu wojennego szczała w pieluchy albo ich na świecie nie było a teraz drą mordy co roku na Mokotowie. Najprawdziwsi Polacy przez duże "p" i antykomuniści przez gigantyczne "a" gówno o komunie wiedzący. To w zasadzie można potraktować jako underground, happening, niewielką pokazówę. Wydrą mordy, świeczki zapalą i pójda dumni do domu. Z drugiej strony mamy już mainstream - polityczną watachę plującą jadem na Jaruzela, Kiszczaka i całą partyjną wierchuszkę która stan wojenny nam zafundowała. Teraz chcą go osądzać za stan wojenny. Urządzić proces i posadzić przypominam – dziadka który ma 87 (słownie – osiemdziesiąt siedem) lat. No i czas na puentę - "teraz kurwa??????????" Teraz chcecie ich sądzić? Trzeba było to robić 20 lat temu. Wtedy gdy michnikowszczyzna w ramach porozumień z Magdalenki przedstawiała Jaruzelskiego – agenta sowieckiego wywiadu oraz Informacji Wojskowej (dla niewtajemniczonych – SB przy nich to byli chłopcy do przytulania) mającego na sumieniu wszystkich ludzi rannych i zabitych w czasie grudnia 70 oraz stanu wojennego a także wszystkich zadenuncjowanych przez niego żołnierzy AK i WP po wojnie jako dobrego dziadka a ten tępy naród to łykał! Wtedy trzeba było się zabrać za osądzanie wszystkich komuchów którzy pozwolili na to żeby ZOMO sobie poszalało na ulicach i wydawali rozkazy strzelania do manifestujących robotników. Niestety nikt wtedy nie prostował kłamstw propagandy PRLu, że „Solidarność” szykowała krwawą rewoltę, zamachy, powstania, fale terroru. I tu ścierają się właśnie trzy polaczkowe światy które przedstawiam poniżej.
1. Kult Jaruzela – wybawcy narodu który ocalił Polskę przed zbrojnym najazdem Sowietów. Rozpowszechniony głównie wśród niezbyt rozgarniętej części Polaczków wcinających kiełbachę i wycierających sobie piwsko z sumiastego wąsa i ustępujący miejsca tylko kultowi Gierka.
2. Jaruzelski – reformator. To nam zapewnia michnikowska propaganda która robi z niego liberała, niemalże transformatora – motor napędowy przemian gospodarczych który wprowadził stan wojenny żeby otworzyć drogę reformom ustrojowym. Powtarzając za Ziemkiewiczem – „wedle pokrętnej michnikowej logiki, Jaruzelski zasłużył sobie na wdzięczność potomnych, bo, wprowadzając stan wojenny, otworzył drogę do historycznego kompromisu przy Okrągłym Stole. To niezłe wykręcenie kota ogonem. Można by równie dobrze rzec, iż atak Hitlera na Polskę we wrześniu 1939 otworzył drogę do zwycięstwa nad faszyzmem i na tej podstawie wzywać do oddania Adolfowi historycznej sprawiedliwości.” Prawda jest taka, że Jaruzelski skręcił kark polskiej gospodarce ale o tym Michnik jakoś pamiętać nie chce.
3. Jaruzelski zło czerwone. To już świat najprawdziwszych Polaków z PiS i ich kumpli z Wszechpolaków którzy teraz gdy już są pewni, że nikt im za to pałą po plerach nie przyłoży, nie zamknie na 24h ani nie przepuści przez ścieżkę zdrowia drze mordy i urządza widowiska.
Dziś rocznica wprowadzenia stanu wojennego to niemalże święto jak rocznica bitwy pod Grunwaldem. Też się urządza inscenizacje, ustawia koksowniki, grupy zapaleńców postawią SKOTa na mieście, wszystko to żeby pamięć w narodzie nie zginęła a coraz młodsze pokolenia przeciwników wprowadzenia stanu wojennego na własne oczy mogły zobaczyć "jak było". Blah...
Na sam koniec jedno ze zdjęć na które mógłbym się gapić bez końca. Zrobione przez Chrisa Niedenthala z klatki schodowej kamienicy przy ulicy Rakowieckiej właśnie 13 grudnia 1983 roku.

niedziela, 12 grudnia 2010
Beniek znów
I znowu kocur. Pogoda nie nadaje się do niczego dlatego muszę robić zdjęcia w domu... A ponieważ statyczny model to dobry model to postanowiłem zrobić kocura raz jeszcze. Miałem w planach drugiego ale mnie olał. Padło ponownie na rudzielca...
wtorek, 7 grudnia 2010
poniedziałek, 6 grudnia 2010
Grudzień
Ło matko, grudzień przyszedł a ja nic tu nie wypisuję. Ale co tu pisać, ileż można się wytrząchiwać nad autobusami które nie przyjeżdżają bo pada śnieg, zaśnieżonymi chodnikami, zaśnieżonymi dachami z których zaraz bedą spadać sople itp... Dziś było nawet +1 na moim termometrze i to późnym porankiem. Pogoda nie nastraja jednak do wyciągania aparatu, słońca nie ma a jak jest to ja za to siedzę w tym swoim bajzlu i patrzę na tych wszystkich palantów którzy przyłażą pozawracać dupę...
poniedziałek, 29 listopada 2010
Warszawa vs Zima 0:1
Prorok jakiś ze mnie czy co? Spodziewałem się, że służby miejskie jak zwykle dadzą dupy na całej linii ale to co dziś widziałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Kazik śpiewał "gaz gaz gaz na ulicach" a dziś mógł spokojnie zanucić "Śnieg na ulicach" lub "Chaos na ulicach". Pługi (według naocznych świadków jest ich w Warszawie ponoć kilka!!!) jeździły z podniesionym sprzętem, pewnie była to taka prowokacja, że sa i coś robią. Centrum sparaliżowane całkowicie, Praga, Gocław tak samo, Żoliborz - dramat... Trochę luźniej było na Bielanach. No cóż. Po raz kolejny zima zaskoczyła drogowców. Oczywiście były tłumaczenia, że robią wszystko co mogą oraz apele o przepuszczanie pługosolarek na ulicach... A to jak zwykle na nic. Chodniki porosły białą masą, ulice brązową breją, z nieba sypało i wiało a nasi warszawscy drogowcy byli zupełnie bezradni. Jak co roku... Studentów zaskakuje sesja, podatników podatki a naszych drogowców zima... I tak do kwietnia...
niedziela, 28 listopada 2010
Przylazła...
Kto taki? Zima oczywiście... Sypnęła śniegiem i teraz ta cholerna biała masa będzie leżała na chodnikach i ulicach do kwietnia. Już widzę te piękne zimowe obrazki - hałdy śniegu wymieszanego z błotem na przystankach (bo tam się zrzuca śnieg zgarnięty z ulicy), ścieżka o szerokości opony rowerowej na olblodzonym chodniku a gdzieś w tle pługosolarka - samotny biały żagiel, jak zawsze zaskoczona przez zimę wybawicielka warszawskich ulic... Specjalnie używam liczby pojedyńczej bo nie wydaje mi się żeby drogowcy mieli dwie takie maszyny. A więcej to już na pewno nie! Śnieg natomiast przybierać będzie różne formy i postacie zależnie z czym będzie zmieszany. Podstawowe składniki to oczywiście błoto, ziemia, piach, sól oraz psie gówna. Temperatura w autobusach wahać się będzie od -20 do +28 i nie bedzie zależeć od tego czy to stary Ikarus czy nowy Solaris tylko jaśnie pana kierowcy który ogrzewanie włączy albo nie. Czynnikiem dodatkowym będzie coroczny artykuł Super Expresie o warunkach w autobusach. Tydzień pogrzeją a potem w dupu, znowu lodówa. O tym, że autobus przyjedzie punktualnie to można zapomnieć. W tramwajach będzie podobnie dlatego kto żyw będzie leciał do metra tak żebyśmy choć w tym miejscu byli drugą Japonią. Cudownie... I niech teraz ktoś mnie zapyta dlaczego nie lubię zimy?
wtorek, 23 listopada 2010
Beniek.
Fotka z serii "Rudy kot na pomarańczowej ścianie czyli jak możesz zrobić super zdjęcie ale tło ci zawsze spierdoli ujęcie"
poniedziałek, 22 listopada 2010
poniedziałek, 15 listopada 2010
Niebo nad Senatorską

Niestety to zdjęcie z komórki:/ Z tego wszystkiego nie wziąłem aparatu i musiałem taki obrazek uwieczniać jakimś nokiowym shitem...
Poniedziałek kurwa...
...rozpoczął się pięknie. Wstałem przekonany, że będę miał wolne ale chuj. Ktoś ma szkolenia a ktoś bierze na żadanie. Więc po kogo się wtedy dzwoni? Chuj, ze cały dzień zaplanowany. Plany w dupu... Cały dzień w dupu...

wtorek, 9 listopada 2010
No title.
Wszystko wydaje sie takie samo a jednak inne jest wszystko. Nawet łeb po robocie inaczej boli. Wszystko do dupy...
sobota, 30 października 2010
piątek, 29 października 2010
Październik's end
Zimno, słońca brak, roboty w pytę, nie ma kiedy z aparatem iść, od rana do wieczora w kołchozie... Blah!
wtorek, 26 października 2010
niedziela, 24 października 2010
Stara Praga, ul. Krowia
Spalony budynek na samym końcu ulicy Krowiej. Nie różni się w zasadzie niczym od reszty widoków na Pradze Północ...
czwartek, 21 października 2010
Jesień w mieście część II
Wieje, piździ i mrozi nadal. A na dodatek leje. Tylko wyszedłem z Metra i walnął deszcz. Zdjęcie jest licensed by Tomek Żyłowski.
wtorek, 19 października 2010
niedziela, 17 października 2010
sobota, 16 października 2010
piątek, 15 października 2010
Wolne!
Haha! Cztery dni wolnego! W robocie zjawię się dopiero we wtorek! Plany są ambitne - ogarnę ten bajzel który stworzyłem wokół siebie, poszaleję z otworkowym po miescie a potem głęboko w las z Sigmami. Może wieczorem wrzucę sobie "Pluton" albo któregoś Indianę Jonesa... Nadgodziny to jednak dobra sprawa!
poniedziałek, 11 października 2010
sobota, 9 października 2010
środa, 6 października 2010
wtorek, 5 października 2010
Rush - Power Windows

Słucham tej płyty już od tygodnia i nie mogę przestać. Zaczęło sie od kawałka "Big Money" w którym sie niemal zakochałem... Postanowiłem ściągnąć całą płytę a po jej przesłuchaniu już wiem, że będzie to jeden z moich najbliższych zakupów. Niesamowita przestrzeń w muzyce z "Power Windows" uzależnia i to z zastraszającą mocą. Nie ma chwili żebym nie pomyslał o tym kiedy znów posłucham "Emotion Detector", "Grand Designs" albo największego odjazdu na na tej płycie - "Mystic Rhythms". Wow... Już znalazłem aukcję na eBayu i zaraz wciskam "kup teraz"... 9,98$ i leci do mnie nowiutki CD prost z USA:)
- Big Money
- Grand Designs
- Manhattan Project
- Marathon
- Territories
- Middletown Dreams
- Emotion Detector
- Mystic Rhythms
poniedziałek, 4 października 2010
niedziela, 3 października 2010
Metallica - Six Feet Down Under E.P.

Szajs roku! Tak mozna okreslić nowe wydawnictwo Miętalipy. Miała być EPka z niepublikowanymi nagraniami koncertowymi z tras po Australii a co mamy? 8 bootlegowej jakości utworów, nie poddanych żadnej ale to kurwa ŻADNEJ obróbce dźwięku. Jedyna ingerencja w dźwięk to wycięcie tych kawałków i wrzucenie ich na płytę. Najlepszej jakości numery brzmią jak nagrywane na magnetofon Kasprzak a te gorsze jak z magnetofonu szpulowego Melodia. Porażka. W "Eye Of The Beholder" i "...And Justice For All" w tle słychać darcie ryja kolesi którzy stali obok osoby która to nagrywała, ale w tym przypadku jakość wykonania rekompensuje brak jakości dźwięku. Podobnie jest w przypaku "Through The Never" i "The Unforgiven" z 1993 roku. A dalej jest zupełnie odwrotnie. Trasy 1998 i 2004 - dźwięk juz bardziej jakby "soundboard" ale zero ognia, bez czadu, James jakis niemrawy rzuca do publiczności wymuszone "are you alive?!" Eh... Kupiłem sobie płytę za 42,09 PLN tylko po to żeby postawic ją na półce. Ciekawe co powiedzą ci którzy kupią ją na Allegro za 70 PLN (bo po tyle juz cwaniaki ją sprzedają)? Co to za czasy w których sprzedaje się oficjalnie bootleg jako normalne wydawnictwo live??
- Eye of the Beholder (May 4, 1989 at Festival Hall in Melbourne)
- ...And Justice For All (May 4, 1989 at Festival Hall in Melbourne)
- Through the Never (April 8, 1993 at the Entertainment Centre in Perth)
- The Unforgiven April 4, 1993 at the National Tennis Centre in Melbourne)
- Low Man's Lyric (Acoustic) (April 11, 1998 at the Entertainment Centre in Perth)
- Devil's Dance (April 12, 1998 at the Entertainment Centre in Perth)
- Frantic (January 21, 2004 at the Entertainment Centre in Sydney)
- Fight Fire With Fire (January 19, 2004 at the Entertainment Centre in Brisbane)
sobota, 2 października 2010
28-135 | 70-300
Od wczoraj jestem bardzo szczęśliwym posiadaczem dwóch obiektywów Sigma 28-135 D Aspherical oraz Sigma 70-300 DG Macro. Świetne zabawki. Juz niedługo mam nadzieję wykorzystać je w plenerze.



czwartek, 30 września 2010
Standardy obsługi klienta.
Dziwna rzecz, szczególnie jeśli się ją wprowadza w takim buszu jak Polska i przyzwyczaja do tego Polactwo. Jeszcze 25 lat temu w sklepie się klękało, płaszczyło przed obsługą żeby kupić cokolwiek, załatwiało towary przez znajomości albo wystawało w kolejkach przez cały dzień albo i dłużej. A jak to wygląda teraz? Miejsce skrzywionych starych pudernic po trwałej ondulacji zajmują ludzie młodzi. Zatrudniani najczęściej na umowę zlecenie więc jakiegoś szczerego uśmiechu na ich twarzach też nie uświadczysz. Ubrani w firmowe wdzianka klepią idiotyczne formułki "zgodne z zasadami obsługi klienta przyjętymi w organizacji" w stylu "w czym mogę pomóc?", "jak mogę pomóc?" tudzież mój namber łan z KFC - "w czym mogę dzisiaj pomóc?". Kiedyś chyba nie wytrzymam i takiemu odpowiem "dziś to wcale mi nie pomożesz, ale jutro możesz wpaść i wyprasować koszule". Ludzie którzy układają i wdrażają takie regułki chyba postanowili się prześcigać w tym kto wymyśli najgłupszą. Kolejna rzecz to przedstawianie się pracownika. A niby po kiego chuja mam wiedzieć jak on się nazywa? Oczywiście jest to wymyślone po to, żeby klient mógł na pracownika w każdym momencie złożyć reklamację (służącą albo obcięciu premii albo nasraniu w papiery). To akurat ukłon w stronę leniwych i tępych kierowników i wszelkiej maści przełożonych którzy dzień zaczynają od kawki we biusze którą piją cały dzień a potem kończą go zmęczeni herbatką. Swoja drogą myślący człowiek który jest w stanie jasno sprecyzować swoje potrzeby i mam przed sobą drugiego myślącego człowieka który jest w stanie dopasować swój produkt do jego potrzeb nie musi nigdy się kłócić ani wnerwiać ani składać reklamacji. Poza tym takie identyfikatory to moim skromnym zdaniem łamanie ustawy o ochronie danych osobowych. A co lepsze cwaniaki mogą zawsze wejść do takiego sklepu jak MediaMarkt, Saturn czy Euro RTV AGD, próbować coś wynieść a potem stwierdzić "ale pan X Y powiedział, ze wszystko jest ustawione". No i co wtedy? Wtedy w obroty bierze się pracownika... No ale chuj tam, wracając do SOK - to w Polsce porównać to można do lokaja który usługuje buszmenom. Większość tych buraków nie rozumie, że to wszystko po to, żeby ich po prostu wydoić. Rozpieszcza się takiego chama a on myśli, że jest wielkim panem na swych włościach bo przyszedł tu wydać pieniądze. Moi ulubieńcy z mojej pracy to czereśniaki rzucające dowód osobisty i mówiące "Będzie spłata raty kredytu. 100 złotych". Kurwa, jak tu nie parsknąć śmiechem? I jak tu się do takiego uśmiechnąć? Czasem patrzę na takich frajerów z politowaniem i sobie myślę jak dobrze, że taki nie jestem... Ale na całe szczęście są i normalni ludzie którzy przyjdą do tego twojego pierdolnika, pogadają, pożartują... Po prostu zachowują się normalnie. I oby już tylko tacy do mnie przychodzili...
wtorek, 28 września 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)































