Anatomia dmuchawca przy użyciu Nikona D50 i Sigmy 70-300. Wiem, ze było ale teraz jest bliżej:)
czwartek, 26 maja 2011
wtorek, 24 maja 2011
niedziela, 22 maja 2011
sobota, 21 maja 2011
poniedziałek, 9 maja 2011
Cześć! Giniemy!
Myślałem żeby dać tylko to zdjęcie ale jednak pokuszę się o jakiś tekst. O ile czytelnicy "Warszawy jakiej już nie ma" będą wiedzieli o co chodzi to tu może zdarzyć się ktoś kto pomyśli sobie... No właśnie... Co? O tej katastrofie w Lesie Kabackim pamiętają juz nieliczni. Czyli ludzie którzy dzień później czytali relacje w gazetach, znawcy historii najnowszej a przede wszystkim rodziny ofiar. No i dziennikarze bo wokół tego można się zakręcić i małego wyciskacza łez zrobić.
Tych którzy historii najnowszej nie znają oświecę - 9 maja 1985 o godzinie 11:12 w podwarszawskim wtedy lesie na Kabatach rozbił się samolot Ił-62 "Tadeusz Kościuszko". 11 członków załogi i 172 pasażerów zginęło na miejscu. Przyczyną kastrofy były radzieckie "modyfikacje" łożyska podpory pośredniej wału silnika. Samolot wystartowal z Okęcia o 10:17. O godzinie 10:40, na wysokości 8200 metrów załoga stwierdziła awarię dwóch z czterech silników. Na pokładzie wybuchł pożar. Kapitan Zygmunt Pawlaczyk zadecydował o zawróceniu maszyny do Warszawy. Okazało się jednak, że ster nie działa prawidłowo. Pojawiły się kłopoty ze zrzutem paliwa, co było konieczne przed awaryjnym lądowaniem. Przeciążony samolot zaczął tracić wysokość, dlatego załoga chciała lądować awaryjnie na lotnisku w Modlinie. Ostatecznie zdecydowano się na Okęcie, ze względu na lepsze przygotowanie do przeprowadzenia ewentualnej akcji ratowniczej. O godzinie 11:00 samolot znajdował się niecałe 100 kilometrów od Warszawy. Kapitan zadecydował o przygotowaniu pasażerów do awaryjnego lądowania. Cztery minuty po godzinie 11 udało się zrzucić część paliwa. O 11:08 podczas podchodzenia do lądowania zauważono, że nie wysuwa się podwozie. W luku bagażowym wybuchł kolejny pożar. Układ sterowania został uszkodzony - samolot raz wznosił się, raz opadał. 12 minut po godzinie 11 samolot lecący z prędkością 480 kilometrów na godzinę zaczął ścinać pierwsze drzewa Lasu Kabackiego. "Do widzenia! Cześć! Giniemy!" - tak brzmiały ostatnie słowa zarejestrowane na pokładzie samolotu. "Cześć! Giniemy!" Żadnych kurew, żadnego pierdolenia, żadnych pizd na zapisie z czarnej skrzynki nie było. Kilka sekund później nastąpiło zderzenie z ziemią. Komunikat pilota helikoptera wysłanego do kierowania akcją ratunkową brzmiał "Tego nikt nie mógł przeżyć".
W 24 lata po tej tragedii nikt nie domaga się na Krakowskim Przedmieściu pomnika dla ofiar - w końcu na samym skraju lasu stoją krzyż i kamienna tablica z nazwiskami ofiar; nikt nie domaga się śledztwa - kilku polskich specjalistów dochodziło prawdy aż w końcu im sie udało. Tak jak juz napisałem wcześniej - mało kto o tym pamięta. Bo w końcu co tam jakieś Kabaty - srabaty. Smoleńsk kurwa!
W 24 lata po tej tragedii nikt nie domaga się na Krakowskim Przedmieściu pomnika dla ofiar - w końcu na samym skraju lasu stoją krzyż i kamienna tablica z nazwiskami ofiar; nikt nie domaga się śledztwa - kilku polskich specjalistów dochodziło prawdy aż w końcu im sie udało. Tak jak juz napisałem wcześniej - mało kto o tym pamięta. Bo w końcu co tam jakieś Kabaty - srabaty. Smoleńsk kurwa!
niedziela, 1 maja 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)





