wtorek, 13 września 2011

W lesie i pod lasem.

Zapchajdziurowo dziś troszkę będzie bo jakoś od dawna się tu nic nie dzieje. Przerzuciwszy się trochę na klisze zacząłem szaleć z aparatem Lubitel 166B. Całkowicie manualna (kto 60 lat temu słyszał o czymkowiek automatycznym w aparatach?) dwuobiektywowa luszczanka produkcji radzieckiej. Bajeczny sprzęt... Tylko coś jeszcze nie za bardzo umiem ostrzyć bo wichajstry od ostrości kłamią trochę ale przyjdzie i to ogarnąć... Poniżej mała galeria tego co stworzyłem.







Sprzęt to oprócz wyżej wspomnianego Lubitela 166B, światłomierz Swierdłowsk 6 i film Fuji Reala.

3 komentarze:

  1. Bardzo ładne kolorki, choć trochę za bardzo chóralne, melodyjne i bez zmian tempa 29 razy na sekundę. Ale może być, czasem taka prostota się przydaje.

    OdpowiedzUsuń
  2. W Lubitelach ponoć zębatki między obiektywami lubią się luzować stad mogą być te nieostrości. To jest do skalibrowania :)
    Muszę przyznać, ze zazdroszczę niewypalonego, niebieskiego nieba! Kolory i ten wirujący bokeh, ehhhh. Lubię to!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś o tym niebie nie myślałem... Po prostu ustawiałem czas wg. światłomierza i cyk...

    Dobrze, że ostatnio znalazłem zakład gdzie naprawiane są tylko analogi, może tam uderzę z kalibracją bo faktycznie jakoś luźno chodzi.

    OdpowiedzUsuń