Zapchajdziurowo dziś troszkę będzie bo jakoś od dawna się tu nic nie dzieje. Przerzuciwszy się trochę na klisze zacząłem szaleć z aparatem Lubitel 166B. Całkowicie manualna (kto 60 lat temu słyszał o czymkowiek automatycznym w aparatach?) dwuobiektywowa luszczanka produkcji radzieckiej. Bajeczny sprzęt... Tylko coś jeszcze nie za bardzo umiem ostrzyć bo wichajstry od ostrości kłamią trochę ale przyjdzie i to ogarnąć... Poniżej mała galeria tego co stworzyłem.
Sprzęt to oprócz wyżej wspomnianego Lubitela 166B, światłomierz Swierdłowsk 6 i film Fuji Reala.






Bardzo ładne kolorki, choć trochę za bardzo chóralne, melodyjne i bez zmian tempa 29 razy na sekundę. Ale może być, czasem taka prostota się przydaje.
OdpowiedzUsuńW Lubitelach ponoć zębatki między obiektywami lubią się luzować stad mogą być te nieostrości. To jest do skalibrowania :)
OdpowiedzUsuńMuszę przyznać, ze zazdroszczę niewypalonego, niebieskiego nieba! Kolory i ten wirujący bokeh, ehhhh. Lubię to!
Jakoś o tym niebie nie myślałem... Po prostu ustawiałem czas wg. światłomierza i cyk...
OdpowiedzUsuńDobrze, że ostatnio znalazłem zakład gdzie naprawiane są tylko analogi, może tam uderzę z kalibracją bo faktycznie jakoś luźno chodzi.