Dziś wybrałem sie do Ikea na Targówku... Szkurwa co za gehenna... Matki karmiące, matki niekarmiące, matki przyszłe, ojcowie - cioty z wózeczkami, ojcowie - cioty z płaczącymi bachorami, ojcowie - cioty ciągnięci przez swoje rozlazłe żony od ręczników do pościeli... Agggghhhhhrrr:/ Kurwa, łazi to wszystko jak w muzeum - zwiedza, dotyka każdy eksponat, stoi jak rażone piorunem i rozdziawiona gębą, snują się te wszystkie kurwiszony, włażą pod nogi ale chuj... Pierwsze 5 minut to znosiłem. Potem zacząłem tradycyjnie śmigać szybko i zwinnie pomiędzy tym motłochem. Kto zdążył to zszedł mi z drogi, kto nie... No cóż... Sam jest sobie winien. Szkoda, że nie miałem wózka przed sobą. Jechałbym nim jak spychaczem usuwając całe to towarzystwo z pola widzenia. Potem tylko 6 minut w kasie. Jak spojrzałem na tych tumanów kłębiących się w dwóch kasach które były najbliżej wyjścia ogarnął mnie śmiech bo w pozostałych było od 3 do 5 osób. No fuckin' comments. Regał na książki zrekompensował mi to wszystko. Teraz mam gdzie kisić swoje zbiory:)
Podtrzymuję swoją teorię na temat obowiązkowych badań IQ wśród noworodków.
OdpowiedzUsuń