Czyli 13 grudnia Anno Domini 1981 29 lat później. Nadszedł ten dzień - dwudziesta dziewiąta rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Nie powiem, że pamiętam jak dziś gdy towarzysz generał pojawił się w telewizorni i zdziwionemu brakiem Teleranka narodowi obwieścił, że „Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią”. Nie powiem bo miałem się urodzić za niecałe dwadziescia jeden miesięcy. Stan wojenny znam jedynie z opowieści ludzi którzy go przeżyli. Czasem straszne, czasem śmieszne. Ale tak dla porządku chciałbym szybko w encyklopedyczny sposób przypomnieć co to takiego był stan wojenny wprowadzony na mocy uchwały Rady Państwa z dnia 12 grudnia 1981 r. Specjalnie użyłem tutaj tej daty po raz kolejny albowiem mieliśmy na ziemiach polskich trzy stany wojenne w roku 1861, 1905 oraz od 1.09.1939 do 16.11.1945.
![]() |
| autor nieznany |
Oficjalnym powodem ogłoszenia stanu wojennego była katastrofalna sytuacja gospodarcza kraju, której przejawami były m.in. brak zaopatrzenia w sklepach (także żywności) i reglamentacja (od kwietnia do października 1981 ponownie objęto systemem tzw. kartek żywnościowych wiele istotnych towarów np. mięso, masło, tłuszcze, mąka, ryż, mleko dla niemowląt itd.), oraz zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego w kraju wobec zbliżającej się zimy. Rzeczywistymi powodami były obawy reżimu komunistycznego przed utratą władzy, związane z utratą kontroli nad niezależnym ruchem związkowym, w szczególności Niezależnym Samorządnym Związkiem Zawodowym "Solidarność", oraz walki różnych stronnictw w PZPR nie mogących dojść do porozumienia w kwestii formy i zakresu reform ustroju polityczno-gospodarczego PRL. Istotny był gwałtowny spadek poparcia społecznego dla polityki komunistów. Za najważniejszy argument uznano groźbę interwencji zbrojnej przez pozostałe państwa Układu Warszawskiego. Co ciekawe zawsze wspomina się tu o wojskach radzieckich. ZSRR zaangażowane w wojnę w Afganistanie interwencję w Polsce traktowało jako ostateczność. Ale należy pamiętać, że tawariszcz Andropow mógł przecież powtórzyć wg. doktryny Breżniewa Praską Wiosnę 1968 i zrobić Warszawską Zimę 1983. Bracia z NRD i Czechosłowacji pewnie by nie odmówili... Poza tym – mieliśmy wojska sowieckie stacjonujące w Polsce. No cóż, tak czy inaczej Matuszka Rassija wcale by nas nie atakowała ale istnieją dokumenty w których Jaruzelski o taką pomoc pomimo sprzeciwu rosyjskiego nadal prosi! Techniczne wprowadzenie stanu wojennego podzielono na dwie fazy. Były to akcja „Jodła” polegająca na zatrzymaniu i umieszczeniu w uprzednio przygotowanych aresztach i więzieniach wytypowanych osób, uznanych za groźne dla bezpieczeństwa państwa oraz akcja „Azalia” mająca na celu opanowanie i wyłączenie central telefonicznych. O przebiegu samego stanu wojennego nie będę się rozpisywał. Można o tym przeczytać w wikipedii lub na portalach historycznych.
![]() |
| fot. PAP/Radek Pietruszka |
A teraz się wyjaśni dlaczego piszę o tym wszystkim. Dlatego bo 13 grudnia to jeden z ulubionych dni w kalendarzu Polactwa. Jest to dzień w którym willa generała Jaruzelskiego przeżywa oblężenie „przeciwników wprowadzenia stanu wojennego”. Mistrzowie świata jak dla mnie. 29 lat mija a oni nadal są przeciw. To się dopiero nazywa opór! Opór ten polega na skandowaniu anty-sowieckich haseł, ustawianiu krzyży ze zniczy oraz śpiewaniu hymnu pod domem osiemdziesięciosiedmioletniego dziadka. Brawo nasi! Nie ma to jak sprofanować hymn z flagą i krzyżem w ręku oraz najprawdziwszą polskością w sercu. Rzygać się chce. Połowa z tych patałachów, przeciwników wprowadzenia stanu wojennego szczała w pieluchy albo ich na świecie nie było a teraz drą mordy co roku na Mokotowie. Najprawdziwsi Polacy przez duże "p" i antykomuniści przez gigantyczne "a" gówno o komunie wiedzący. To w zasadzie można potraktować jako underground, happening, niewielką pokazówę. Wydrą mordy, świeczki zapalą i pójda dumni do domu. Z drugiej strony mamy już mainstream - polityczną watachę plującą jadem na Jaruzela, Kiszczaka i całą partyjną wierchuszkę która stan wojenny nam zafundowała. Teraz chcą go osądzać za stan wojenny. Urządzić proces i posadzić przypominam – dziadka który ma 87 (słownie – osiemdziesiąt siedem) lat. No i czas na puentę - "teraz kurwa??????????" Teraz chcecie ich sądzić? Trzeba było to robić 20 lat temu. Wtedy gdy michnikowszczyzna w ramach porozumień z Magdalenki przedstawiała Jaruzelskiego – agenta sowieckiego wywiadu oraz Informacji Wojskowej (dla niewtajemniczonych – SB przy nich to byli chłopcy do przytulania) mającego na sumieniu wszystkich ludzi rannych i zabitych w czasie grudnia 70 oraz stanu wojennego a także wszystkich zadenuncjowanych przez niego żołnierzy AK i WP po wojnie jako dobrego dziadka a ten tępy naród to łykał! Wtedy trzeba było się zabrać za osądzanie wszystkich komuchów którzy pozwolili na to żeby ZOMO sobie poszalało na ulicach i wydawali rozkazy strzelania do manifestujących robotników. Niestety nikt wtedy nie prostował kłamstw propagandy PRLu, że „Solidarność” szykowała krwawą rewoltę, zamachy, powstania, fale terroru. I tu ścierają się właśnie trzy polaczkowe światy które przedstawiam poniżej.
1. Kult Jaruzela – wybawcy narodu który ocalił Polskę przed zbrojnym najazdem Sowietów. Rozpowszechniony głównie wśród niezbyt rozgarniętej części Polaczków wcinających kiełbachę i wycierających sobie piwsko z sumiastego wąsa i ustępujący miejsca tylko kultowi Gierka.
2. Jaruzelski – reformator. To nam zapewnia michnikowska propaganda która robi z niego liberała, niemalże transformatora – motor napędowy przemian gospodarczych który wprowadził stan wojenny żeby otworzyć drogę reformom ustrojowym. Powtarzając za Ziemkiewiczem – „wedle pokrętnej michnikowej logiki, Jaruzelski zasłużył sobie na wdzięczność potomnych, bo, wprowadzając stan wojenny, otworzył drogę do historycznego kompromisu przy Okrągłym Stole. To niezłe wykręcenie kota ogonem. Można by równie dobrze rzec, iż atak Hitlera na Polskę we wrześniu 1939 otworzył drogę do zwycięstwa nad faszyzmem i na tej podstawie wzywać do oddania Adolfowi historycznej sprawiedliwości.” Prawda jest taka, że Jaruzelski skręcił kark polskiej gospodarce ale o tym Michnik jakoś pamiętać nie chce.
3. Jaruzelski zło czerwone. To już świat najprawdziwszych Polaków z PiS i ich kumpli z Wszechpolaków którzy teraz gdy już są pewni, że nikt im za to pałą po plerach nie przyłoży, nie zamknie na 24h ani nie przepuści przez ścieżkę zdrowia drze mordy i urządza widowiska.
Dziś rocznica wprowadzenia stanu wojennego to niemalże święto jak rocznica bitwy pod Grunwaldem. Też się urządza inscenizacje, ustawia koksowniki, grupy zapaleńców postawią SKOTa na mieście, wszystko to żeby pamięć w narodzie nie zginęła a coraz młodsze pokolenia przeciwników wprowadzenia stanu wojennego na własne oczy mogły zobaczyć "jak było". Blah...
Na sam koniec jedno ze zdjęć na które mógłbym się gapić bez końca. Zrobione przez Chrisa Niedenthala z klatki schodowej kamienicy przy ulicy Rakowieckiej właśnie 13 grudnia 1983 roku.



Ja tylko pamiętam z dzieciństwa,że była godzina milicyjna i np babcia urządzała imieniny o wcześniejszej niż zwykle porze, bo trzeba było wcześniej wyjść. A co do demonstrantów pod domem Jaruzelskiego - cóż, to chyba taka dziwna potrzeba narodowa, jak stanie pod krzyżem. Teraz krzyż, ogólnodostępny, wisi w kościele św.Anny i psa z kulawą nogą pod nim nie ma.
OdpowiedzUsuń